RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2013

Zagubiony anioł odwagi cz. 8

06 lip

Tak na początku to chcę Wam wyjaśnić czym jest Tanto. Zapewne nie każdy orientuje się w broni białej. Więc jest to broń służąca do pchnięć, ale dobrze się sprawdza w cięciu. Pochodzi z Japonii, kobiety niegdyś używały jej do samoobrony lub do odebrania sobie życia, nie będę rozwijać czemu, ani nic takiego, bo znowu odskoczę od tematu. : D Tanto składa się z : 

  • Tsuby – jest to rękojeść antypoślizgowa, zazwyczaj zdobiona ornamentami przynależności właściciela
  • Ostrza – jedno lub obosiecznego o długości zazwyczaj 20 cm, ale również występuje od od 15 cm do 30 cm.

Koniec tej teorii przejdę do opowiadania : ) 

*** 

Czy to nie dziwne, że ten środek tak krótko na mnie działał? Powinnam teraz leżeć nieprzytomna. Jednak czuję jak wracają mi siły, pomimo tego że straciłam tyle krwi. Chyba umarłam i zaraz wyjdę ze swojego ciała.
Otworzyłam oczy. Nadal jestem w swoim ciele. Spróbowałam podnieść głowę, udało się. Jednak nie to chciałam zobaczyć. Spojrzałam na swój brzuch, miałam rozorane ciało. Krew nadal płynęła z moich nadgarstków, ale kołowanie w głowie przechodziło, widziałam wyraźniej i słyszałam co dzieje się wokół mnie. Zaczęłam się szarpać. Nic to nie dało. Zemdlałam z bólu.
Widziałam przed oczami jakąś postać. Była piękna, magiczna. Kobieta z włosami długimi, kręconymi i kruczoczarnymi patrzyła na mnie. Gdy się jej przyjrzałam zobaczyłam znajomą twarz. Przypominała mnie! Tylko była starsza. Uśmiechnęła się znajomymi ustami i zobaczyłam uśmiech taki jak u mnie.
- Kochanie, musisz odnaleźć w sobie moc. Masz ją.- Głos miała aksamitny i delikatny, choć za razem stanowczy. Chciałam jej słuchać, chociaż nie wiem kim jest. – Zaraz się obudzisz i proszę wsłuchaj się w siebie, skup się.
Jej twarz zniknęła. Znów byłam w tej sali. Widziałam mężczyznę walczącego z wieloma innymi postaciami. Chcę stąd się uwolnić i pomóc temu człowiekowi. On przyszedł ratować mnie. Jednak jestem za słaba i jeszcze ten sen. Co mi zależy, może warto spróbować. Muszę coś zrobić.
Spróbowałam się wyciszyć i zaczęłam po myślach przepuszczać tylko jedną myśl: CHCE ŻYĆ! Nic. To koniec.
- „Dasz radę.” – Kobieta ze snu mówiła do mnie, ale jej nie widziałam.
Jak mówi, że dam radę to może mi się uda. Chciałam czuć, że jestem wyjątkowa, że mam moc. Tak bardzo tego pragnęłam, iż zaczęłam coś czuć! Lekkie mrowienie w koniuszkach palców u stóp, potem w rękach i na koniec w sercu. Wiedziałam, że mogę! Nim zauważyłam byłam wolna! Chwilę później ciągnęłam tego kogoś za rękę przez kręte korytarze. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Rayana. Był we krwi, miał rozciętą wargę i prawy łuk brwiowy, ciekła krew z nosa i utykał na lewą nogę. Nie wiem jakim cudem okazało się, że jesteśmy na dworze i biegniemy przez las. Nie zwalniałam, nadal czułam tą siłę, więc chciałam jak najszybciej uciec z tego miejsca. Biegłam jednym rytmem do krańca lasu, ciągnąc za sobą chłopaka. Na wzgórzu polany leżał mój motor. Muszę się pośpieszyć, bo to jedyna szansa ucieczki. Obejrzałam się za siebie, Rayan już ledwo co stał na nogach. Może uda mi się wzbudzić jeszcze więcej mocy! To go zaciągnę. Poczułam znajome mrowienie. Udało się! Znów mogę przenosić góry. Zatrzymałam się i spróbowałam go wciągnąć na plecy. Ciężki jest i na dodatek nieprzytomny. Super, to on miał mnie ratować, a nie ja jego. Chociaż gdyby nie on, nie zdążyłabym nic zrobić. Skończyłabym jako zimny, wykrwawiony trup. Jeszcze troszeczkę muszę przebiec. Ciekawe czy nas ścigają? Lepiej żeby nie.
- Już niedaleko Rayanie i będziemy prawie bezpieczni.
Położyłam go na trawie i podbiegłam do motoru. Zaczęłam go podnosić, a to okazało się wyjątkowo bolesne. Brzuch pałał bólem piekielnym. Jednak to nie czas, ani nie miejsce na takie drobnostki. Postawiałam motor w pionie i sprawdziłam czy odpali. Za pierwszym podejściem nic. Instynktownie spojrzałam na zamek. Na krańcu lasu pojawiały się czarne, smukłe postaci. Proszę zapal. Za drugim razem nic. Za trzecim razem udało się! Podbiegłam do chłopaka, zostawiając motor na stopce.
- Rayanie! Musisz się ocknąć! Trzeba uciekać! – Obserwowałam go uważnie i chyba zaczyna do niego coś docierać – Błagam wstań! – Spojrzał mi w oczy i skiną lekko głową. Zarzuciłam sobie jego rękę na ramie i pomogłam wstać. Oni są już niedaleko! Usiał za mną na motorze i przytulił się do mnie. Chyba znowu odleciał, ale czułam, że mocno się trzyma.
Ruszyłam w głąb drugiej części lasu. Czułam się już trochę bezpieczniej, ale nie lepiej. Bolał mnie każdy skrawek ciała. Musi mi się udać! Jestem już blisko. Parę kilometrów i będę w domu. Do domu nie mogę pójść. Mama będzie zadawać pytania. Muszę się ukryć i jego wraz ze sobą.
Wyjechałam na drogę. Był niewielki ruch, ruszyłam w stronę domku na plaży. Mama go kupiła specjalnie dla mnie bym mogła tam urządzić swoją osiemnastkę. To jest 4 km drogi, a paliwo się kończy. Mogłam jak wyjechałam z domu nalać trochę paliwa z kanistra. Trudno, nie myślałam, że będę musiała uciekać. Zimno mi. Jednak to chyba nic dziwnego jestem w rozdartej koszulce i stanikiem na wierzchu. Musi mi starczyć tyle ile jest.
Bak miałam pusty, ale całe szczęście, że byłam blisko domku.
Zajęło nam 5 minut by dojść do niego. Wyjęłam klucz ze skrytki przy drzwiach i weszliśmy do środka. Wciąż czuć było nowość mebli, jednak pod dużą warstwą kurzu. Zdjęłam folię z kanap i pomogłam się położyć Rayanowi na jednej, a sama runęłam na drugiej.
Obudziłam się w pokoju na piętrze, ubrana była w męską koszulkę. Podciągnęłam ją by spojrzeć na to co jest na brzuchu, miałam go obandażowany i nadgarstki również. Każdy oddech bolał jak diabli. Pewnie Rayan mnie opatrzył. Po chwili  wszedł on bez koszulki z miską wody i lodem.
CDN
Evee.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Dzień dobry

 

Na rozdrożu.. Między wojowniczką, a najgorszą pisarką.. / bez tytułu 7

05 lip

Tak na wstępie chcę bardzo podziękować Tobie Paku Mangetsu, że czytasz te bzdury i próbujesz mi doradzić, co powinnam, a czego nie powinnam. Poważnie, staram się pisać zgodnie z Twoimi radami, ale najwyraźniej to nie dla mnie.. Widocznie powinnam się skupić na boksie, siłowni i strzelaniu.. Pisanie zostawię tym co lubią to robić i znają się na wszystkim. To zabawne wiem jak powalić 2 metrowego kolesia, jednym uderzeniem albo rozmontować karabin i go wyczyścić, a nie umiem sklecić jednego porządnego zdania.
No cóż.. Kumple się mylili, że mam talent.
Przepraszam tych co czytają te „bez tytułowce” (o fajnie, wymyśliłam nowy wyraz ). Cóż będę jak Leonardo da Vinci , nie dokończę swoich dzieł. Tylko że jego były piękne, użyteczne, ciekawe, przyszłościowe i mogłabym mówić, mówić i mówić jakie były. Oh.. No i jak zawsze odeszłam od tematu. Więc.. napiszę jeszcze jedną część. Jak powiecie, że to dno i rozpacz. Kończę z tym i idę na siłkę oraz spędzam więcej czasu na strzelnicy.
Oki. Koniec tych sentymentów. Przechodzę do opowiadania. Tak jak doradził mi Paku M. piszę z perspektywy Kleo.
———————————————————————————————————————————————————————-

Po upływie paru minut ciężko było mi złapać oddech. Miałam czarne plamki przed oczami i kręciło się lekko w głowie. Zatrzymaliśmy się przed masywnymi drzwiami. Klakierzy Punkowca otworzyli drzwi i weszliśmy do środka. Nie rozumiem czemu aż tak ze mną źle. Czy było coś w tym powietrzu? Jakieś środki odurzające? Nie. Jakby było coś w powietrzu to im też kręciłoby się w głowach. Garder spojrzał w moją stronę i widocznie zauważył, że źle się czuje.
- Źle się czujesz?- podchodzi bliżej- Zapomniałem uprzedzić, że dostałaś środek uspakajający i takie hokus pokus . Zdziwiłem się nieco kiedy zaczęłaś tak żywiołową rozmowę. Gdyż powinnaś być tak jak teraz cicha, spokojna. Jak to się mówi? Jak baranek? Tak, dokładnie jak baranek.
- Panie, kiedy rozpoczynamy ceremonię krwi?
- Rakino, po co ten pośpiech. Możemy się wstrzymać jeszcze parę chwil, popatrzeć jak sobie leży oraz…
- Zabij… mnie… teraz!- Ile sił mnie to kosztowało. Czuję się tak jakbym przebiegła maraton.
- Nie chcesz żyć?- pokiwałam głową- No cóż, jeśli tak, to nie mamy na co czekać.
Podszedł do szafki na ścianie i wyjął sześć świec.  Zbliżył się do mnie i postawił jedną świecę nad moją głową, kolejne przy nogach i rękach. Wrócił do półek, dostrzegłam jedynie zapałki. Zaczął po kolei zapalać świece, uśmiechając się przy tym z szaleństwem w oczach. Zatrzymał się obok Rakiny.
- Rakino, rozpocznijmy ceremonię. Zwołaj wszystkich i wnieś święte Tanto oraz Krwistą Księgę.
- Tak, panie.- Uchyliła głowę i przyłożyła prawą rękę do serca. Wyszła z sali i rozpłynęła w mroku.
- Czemu taka młoda, piękna dziewczyna nie chce już żyć?- poszedł do mnie- Nieszczęśliwa miłość? Samotna? Problemy rodzinne? Wierz lub nie, ale jesteś pierwszą ofiarą, która prosi się o śmierć.
- To.. Cię zasz.. zaszczyt kopną.- próbuję się uśmiechnąć lekceważąco, ale nie sądzę, aby mi się udało.
- Zadziorna jesteś i trochę denerwująca.
Do pokoju wkroczyła Rakina z poduszką na której leżała broń. Tuż koło niej zjawiła się druga postać z księgą.  Podeszli do Gardera, uklękli trzymając przedmioty nad głowami. Mężczyzna się uśmiechną i wziął do ręki broń. Zdjął pochwę i odłożył ją na poduszkę. Spojrzał w stronę drzwi i do sali wkroczyło wiele osób. Zaczęli się ustawiać przy ścianach w szeregu.
- Moi bracia oraz siostry!  Zgromadziliśmy się tutaj, by oddać cześć naszemu ojcu Niugarowi. Przez wieki nasz zakon powierzał mu w ofierze ludzką krew, by mógł powrócić do nas silny i zdrowy! By być nieśmiertelnym! Dzisiaj przyszedł dzień zapłaty. Ceremonię krwi uważam za rozpoczętą!
Zbliżył się do mnie i nadciął wewnętrzną stronę nadgarstka, poczułam pieczenie. Podszedł do drugiej ręki i zrobił to samo. Czułam jak krew ze mnie upływa. Staną obok i zdarł ze mnie koszulkę. Było mi zimno i gorąco jednocześnie. Bałam się co teraz zrobi. Końcem noża, zaczął rysować coś na moim brzuchu.. Bardzo piekło. Nie myślałam już jasno. Chciałam spać. Wziął do ręki księgę i zaczął czytać coś w dziwnym języku. Zamknęłam oczy. Gdy je otworzyłam zobaczyłam anioła.
CDN
Evee
Czekam na odpowiedzi.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii, Dzień dobry