RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2013

Liebster Blog Award :D

28 sie

Dziękuję za nominację :D Prawdę mówiąc jestem bardzo zaskoczona, bo wiem, że się jeszcze nie wykazałam. Chociaż mam nadzieję, że to nastąpi wraz z przypływem doświadczenia i chęci. Postaram się nie spaprać tego do czego już dotarłam. Jeszcze raz dzięki.

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Nominacja od : http://fmaocfiction.blog.pl/

  1. Kiedy czujesz, że żyjesz?
    Kiedy jadę motorem i czuję jak rośnie adrenalina wraz z prędkością i jak czuję ciężar śpiącej siostrzenicy na moich kolanach.
  2. Co możesz obserwować godzinami bez znudzenia?
    Morze i noc. Patrząc na fale mogę wraz z nimi odpłynąć w krainę marzeń, które już zacierają się każdego dnia, kiedy odczuwam zło i stawiam pracę nad marzenia, a noc dlatego, że czuję się wszędzie jak w domu, gdy chłodne światło księżyca oblewa mi twarz.
  3. Jaki obraz powinien zawisnąć na ścianie Twojego pokoju?
    Już jest. Las nocą, a wśród drzew czarna postać.
  4. Jak poprawiasz sobie humor?
    Wcinam żelki i słyszę dobry rock w głowie.
  5. Co jest Twoją życiową udręką?
    Że ktoś bliski może mnie potrzebować, a ja nie będę w stanie pomóc.
  6. O czym myślałeś/aś wczoraj przed snem?
    Że jestem padnięta i nie wiem czy doczołgam się do łóżka.
  7. Dla kogo jest Twój uśmiech?
    Dla każdego, kto na niego zasłużył.
  8. Co w sobie podziwiasz?
    Działanie instynktowne i upartość.
  9.  Twoje zdanie na temat przyjaźni?
    Kurczaczek, ciężkie pytanie. Myślę, że powinna być między wszystkimi ludźmi, bo bez niej, bylibyśmy obdarci z wszelkich pozytywnych uczuć, które uczą nas życia.
  10. Możesz ukraść każdą, ale tylko jedną rzecz na świecie, bez konsekwencji, lecz musisz ją unieść. Co wybierasz?
    Najlepszy motor świata. Bym mogła nim szybko dotrzeć do ludzi, którym mogę pomóc.

 Zrywasz z sadu pewien zakazany owoc i uciekasz. Możesz zrobić z nim wszystko poza zniszczeniem i wyrzuceniem go. Jeśli zjesz go sam/a, umrzesz. Czas nagli, owoc zgnije w ciągu jednego dnia. Co z tym zrobisz? 
Zależy jaki owoc, bo jak jakiś, przez który mogą zginąć niewinni ludzie, to amciam go, a jak dobry i nie będzie ten ktoś nigdy głodny, to dziele się nim. 

Nominacje ode mnie:  

Moje pytania:
1. Co sprawia Ci przyjemność?
2. Co jest ważniejsze cisza i spokój, czy też hałas i adrenalina?
3. Tolerujesz homo seksualność?
4. Najlepszy Twoim zdaniem gatunek filmowy?
5. Oddałbyś/oddałabyś  swoje życie, za życie obcych Ci ludzi?
6. Masz potężną moc. Co z nią robisz?
7. Stajesz przed wyborem przyszłości masz 3 pary drzwi. Pierwsze to Nieustraszoność, czyli wieczna walka. Drugie Serdeczność, czyli życie w pokoju i harmonii. Trzecie to Altruizm, czyli poświęcenie swojego „Ja” dla innych. Które wybierasz?
8. Co myślisz o stronach takich jak Facebook, Tweeter, Fotoblog i tym podobnych?
9. Która strona Ciebie dominuje dobra czy zła?
10. Najlepsza pierwsza randa to bycie ciągle w ruchu z adrenaliną czy kolacja i brak adrenaliny?
11. Czy te pytania tylko mi wydają się głupie?

 

  

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zagubiony anioł odwagi cz.10

11 sie

- O cholera…
- Musimy tam iść! Oni ją zabiją! Rayan… – Łzy popłynęły po moich policzkach. Paliły jak ciekły azot. Rayan siedział zamyślony i wzburzony.
- Będę musiał złamać zasady…
- Co?! – O czym on do cholery mówi?!
- Jestem… Aniołem, a właściwie aniołem, który potrafi leczyć. Jednak mam zakaz ujawniania się tu na Ziemi. – Co? On jest aniołem? Czy wszyscy tu powariowali? Włącznie ze mną chyba…
- Nie pora na gadanie i bajeczki! Musisz mnie zawieźć do ruin! Rozumiesz?!
- Najpierw cię uleczę. – Wyciągną ręce nad mój brzuch i zamkną oczy. – Nie ruszaj się. Powinno nie boleć. – Prawą rękę uniósł nad głowę, a drugą pozostawił w tym samym miejscu. Próbowałam ruszyć chociaż palcami u rąk. Jednak nie mogłam. Co on mi zrobił? Po chwili poczułam mrowienie, od głowy do pasa. Było to przyjemnym uczuciem. Nie rozumiem czemu on powiedział, że istnienie możliwość bólu. Czułam jak regenerują się moje żyły, mięśnie, zanikają siniaki i zasklepia się skóra pod bandażami. Ogarną mnie spokój. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Rayana. Pojawiła się bruzda między brwiami, małe kropelki potu osadzały się na czole. Mocno zamknięte oczy, poruszały się szybko pod powiekami. Po chwili odsuną ręce jak poparzony. Spojrzał na mnie. Źrenice miał szeroko otwarte. Ręce mu drżały. Był bardzo blady.
- Jak się czujesz? – Wysapał.
- Doskonale, dziękuję. Jednak ty wyglądasz kiepsko.
- O mnie się nie martw. Szybko regenerują mi się siły. – Teraz brzmiał już lepiej. Co sprawiło, że uwierzyłam iż powracają mu siły. Zaczynał odzyskiwać kolory. Oddech stawał się bardziej równomierny.
- Ty naprawdę jesteś aniołem…
- Tak i właśnie złamałem najważniejszą zasadę.
- Było tego nie robić. Tylko po prostu zawieźć mnie tam i odejść.
- Odejść? Ciekawe jak?
- Tak po prostu. Jestem tylko siostrą zmarłego kumpla. Właściwie nikt dla ciebie istotny.
- Jesteś moją misją.
- Co ty pieprzysz?
- Przysłali mnie tu by ciebie pilnować. Właśnie przed nimi. Wcześniej tym się zajmował twój brat. Lecz musiał odejść. Za złamanie praw. Nie może więcej pojawiać się tutaj.
- Mój brat nie żyje! Co on ma z tym wszystkim wspólnego?! Co?! – Teraz czułam tylko czystą, dziką furie.
- On był aniołem, który odpowiadał za żywioł ognia. Jednak złamał zasadę i to nie jedną. Po pierwsze ujawnił się ze swoją mocą. Po drugie pokochał wysłanniczkę ciemności. – Odpowiedział spokojnie.
- Kim jest ta wysłanniczka?
- To kobieta zrodzona z ognia i ciemności. Natomiast twój brat z ognia i światła. Ani anieli, ani ludzie mroku, nie chcą dojść do porozumienia.
- A Niugar to ich przywódca? Tych ludzi mroku?
- On i jego wysłannicy to inna kasta. Z którą walczą ludzie światła i mroku. – Nie wiele zrozumiałam. Po za dwoma faktami, że Rayan będzie miał kłopoty i nie znałam jednak mojego brata.
- Mogę już wstać? – Spojrzał na mnie badawczo i przytakną głową.
Podniosłam się do pozycji siedzącej. Zdjęłam kołdrę i zsunęłam najpierw prawą nogę, potem lewą. Wstałam i nic nie bolało. Przeszłam przez pokój i uśmiechnęłam się z satysfakcją. Spojrzałam na zegarek była już godzina 17.39.  Za parę godzin stanę u bram piekła.
- Dziękuję, Rayanie. Nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć. – Spojrzał na mnie, nieco rozbawiony.
- Podziękujesz mi jak uratujemy twoją matkę. Teraz muszę cię zapytać jakim cudem udało ci się nas uratować? Przecież widziałem jak mdlejesz, lecz po paru sekundach pojawia światło i puf… Ty już atakujesz wszystkich i mnie ciągniesz za rękę w stronę wyjścia. Ty niemal frunęłaś jak… Jak anioł.
- Jak zemdlałam moim oczom ukazała się kobieta. Była bardzo podobna do mnie, ale starsza. Kazała mi uwierzyć, że mam moc. No i tak jakoś próbowałam, aż dostałam takiego kopa adrenaliny, że uwolniłam siebie i ciebie. Udało mi się dwa razy tego dokonać. Kiedy wybiegliśmy z zamku i jak musiałam cię nieść do motoru bo zemdlałeś. Czemu właściwie nie zacząłeś się regenerować?
- W ruinach unosiło się coś w powietrzu i każdy obdarzony mocą, był bez silny. Nie wiem czemu na ciebie to nie podziałało.
- Ja też tego nie wiem… Już gubię się w tym wszystkim. – Piekły mnie oczy i chwilę późnej popłynęły mi łzy. Czułam się taka bezsilna. – W zaledwie parę godzin przeżyłam więcej niż przez całe życie. – Usiadłam koło Rayana na brzegu łóżka.
- Rozumiem cię Kleo. – Przysuną się i przytulił mnie mocno. Wdychałam zapach jego ciepłej i opalonej skóry. Teraz to rozpłakałam się już na dobre. Moje łzy kapały mu na ramię. Jednak on się nie odsuwał, chciałam zostać tak na zawsze. Wiedzieć, że nic mi nie grozi jak jestem z nim. Czuć, że jest blisko. Po paru minutach się uspokoiłam, a on odsuną się troszkę dalej. Spojrzał mi w oczy i pochylił się troszkę w moją stronę. Chciałam zrobić to samo. Jednak moje zasady mi nie pozwalały. Odsunęłam się od niego i zaczęłam się ubierać. Czułam na sobie jego badawcze spojrzenie, co przyprawiało mnie o zawroty głowy i wypieki na twarzy. Ubrałam spodnie.
- Czemu tak mi się przyglądasz? – Odkaszlną.
- Patrzę czy nie masz innych ran.
- Serio? – Teraz odwróciłam się w jego stronę.
- Tak. – Odwrócił zmieszany wzrok.
- Muszę poszukać jakiś ciuchów albo pojedziemy do mnie.
- Okey. Jedziemy do ciebie. Tylko, że mój motor zostawiłem w lesie.
- To teraz pojedziesz ze mną i zgarniemy go jak pojedziemy w nocy do zamczyska.
- Mam jechać bez koszulki? – Uśmiechną się łobuzersko.
- Wolisz, żebym ja jechała bez niej?
- Nie. Pojadę ja, będziesz mogła poczuć moje piękne anielskie mięśnie, gdy przytulisz się do mnie w pasie, żeby nie spaść z motoru. – Puścił oczko. Dobrze, że nie chował urazy o to iż go nie pocałowałam.
- Wybacz ja prowadzę. Ty nie umiesz się nim posługiwać. – Teraz to ja się szeroko uśmiechnęłam.
- Ooo… Przecież mam taki sam.
- Nie! Mój jest wyjątkowy. – Pokazałam język.
- Okey. Niech ci będzie. Powinno być takie prawo: 1. Kleo ma zawsze rację. 2. Kiedy myślisz, że Kleo nie ma racji. Patrz punkt pierwszy.
- No widzisz. Więc dostosuj się do tego prawa, bo ja go akceptuję w 100%.
- Kobiety…
Wyszliśmy z pokoju. Ja zbiegłam szybko po schodkach. Otworzyłam szeroko drzwi i wdychałam zapach oceanu. Próbowałam znaleźć wzrokiem motor.
- Rayan… Mam dla ciebie smutną informację.
- Jaką? – Staną za moimi plecami.
- Motor zostawiłam przy drodze!!! Szalag! I co teraz?
- Lecisz na mnie. – Spojrzałam na niego dziwnie.
- Co? – Jednak zamiast mi odpowiedzieć, wyminą mnie w drzwiach i staną na chodniku. Odwrócił się twarzą do mnie. Rozłożył ręce i po chwili zobaczyłam czarne i piękne jak noc skrzydła. – J – j – jak?
- Jestem aniołem. Pamiętasz?
- T – t – ak.
- Gdzie mieszkasz? – Spróbowałam się ogarnąć.
- Roire 396.
- Czyli tam gdzie wcześniej. – Skinęłam głową.
- Podejdź bliżej. – Spełniłam jego prośbę. Niepewnie stojąc przed nim. Przyjrzałam się jego ramionom, a jego skóra mieniła się złotem. Wziął mnie na ręce, jakbym nic nie ważyła.
- Czekaj. Muszę zamknąć drzwi.
- Zajmę się tym. – Zamkną oczy i widziałam jak drzwi się zamykają, a klucz ląduje w skrytce.
- Takie rzeczy też umiesz? Wow. – Uśmiechną się i wzbił się nad dach.
Lecieliśmy przeważnie nad lasem, by nie zwracać na siebie większej uwagi, bo to było by dziwne. Ktoś spojrzy na niebo, a tu anioł i jakaś dziewczyna w jego ramionach. Po paru minutach byliśmy na miejscu. Postawił mnie delikatnie na ziemi i schował skrzydła.
- Dziękujemy za skorzystanie z naszego biura podróży „Anioł” i zapraszamy ponownie.
- Okey. To było dziwne. Która godzina?
- A co ja wszechwidzący jestem? Myślę jednak, że jakoś koło 19.30.
- Zobaczę w domu. – Ruszyłam szybkim chodem na werandę. Znalazłam klucz w doniczce z jakimś pachruściem. Nienawidzę kwiatków, żadnych. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. W powietrzu unosił się jeszcze zapach kawy, którą robiła Mary. Na samą myśl o niej, zachciało mi się płakać. – Ja idę do pokoju, a ty zrób kawy.
- Okey. Może jakoś sobie poradzę.
Wbiegłam szybko po schodach i otworzyłam drzwi do pokoju. To co tam zobaczyłam nie było, za ciekawe. Wszystko po przewracane. Moje rzeczy słały się na podłodze. Czego oni tu szukali? Skąd wiedzieli gdzie mieszkam? Coś tu nie gra, ale czy to coś nowego?
Omiotłam wzrokiem cały pokój, ale zatrzymałam się na biurku. Leżała tam kartka. Podeszłam by ją przeczytać. Była zapisana jakimiś dziwnymi symbolami. Nie rozumiałam ich. Może Rayan zrozumie. Teraz szybko muszę się ubrać. Podniosłam z ziemi moje ulubione rurki, potem szukałam biustonosza i na koniec ubrałam bokserkę i na to bluzę z kapturem. Związałam włosy do tyłu i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Byłam teraz taka drobna i krucha. Jednak oczy pokazywały siłę, którą nie szczególnie czułam w danej chwili. Zamknęłam oczy i zapragnęłam poczuć że Darvin jest blisko. Poczułam ciepło, które mnie nagle ogarnęło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam brata. Nie ważyłam się oddychać. Bo mógłby zniknąć. Łzy cichło spływały po mojej twarzy, a on podszedł i mnie przytulił.
CDN.
Serdeczne pozdrowienia i życzę miłego dnia, Evee

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zagubiony anioł odwagi cz.9

09 sie

- Jak się czujesz?
- Okropnie. Brzuch mnie boli. – Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, co stało się wczoraj. Musiała mi naprawdę skoczyć adrenalina, jeśli uratowałam siebie i Rayana. Pomimo poprzecinanych włókien mięśniowych brzucha oraz takiej ilości utraconej krwi. Popatrzyłam na Rayana. Nie widać było po nim obrażeń po walce, ale na pewno były. Przecież utykał, miał rozcięty łuk brwiowy. Widocznie, to nic poważnego.
- Tak. Okropnie to wyglądało. Teraz powinnaś leżeć i odpoczywać. – Słaby uśmiecha zamajaczył na jego bladej twarzy, jednak oczy mówiły zupełnie co innego. Widać w nich było strach, zmartwienie i troskę. Usiadł koło mnie i przyłożył zimną ściereczkę do mojego czoła.
- Muszę zadzwonić do mamy. Będzie się martwiła. Mógłbyś podać mi komórkę? Jest w moich spodniach. – Skiną głową i podszedł do krzesła z moimi rzeczami. Sprawdził kieszenie i nie było śladu po telefonie. Musieli mi ją zabrać. – Zabrali ją.
- Telefon domowy działa?
- Nie wiem… Trzeba sprawdzić. – Wyszedł z pokoju, by po chwili wrócić z telefonem w dłoni.
- Działa. – Wyciągnęłam rękę po słuchawkę. Podał mi ją i potem przyglądał się jak wybieram numer. Był sygnał. Parę razy usłyszałam dźwięk wybierania numeru, gdy nagle odebrała mama.
- Halo. – Słychać było, że się nie wyspała i płakała.
- Mamo to ja.
- Gdzie jesteś? Co się stało?
- Wszystko dobrze, jestem w domku na plaży. Przepraszam, że wczoraj nie zadzwoniłam, ale zgubiłam telefon. – Westchnęła z ulgą. – Byłam ze znajomymi, sama wiesz jak to jest.
- Porozmawiamy jak wrócisz do domu. Teraz śpieszę się na konferencję. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Rayan siedział przy łóżku i przyglądał mi się. Poczułam się dziwnie. Gdyż tylko tata na mnie patrzyłw ten sposób. Widziałam w jego oczach troskę wymieszaną z jakąś czułością. Czułam się bardzo nie swojo.
- Czemu tak na mnie patrzysz?
- Myślę.
- Nad czym jak mogę wiedzieć?
- Jak zapytać cię o to co się stało…
- Zapewne chodzi o wczorajszą imprezę.- Spojrzał na mnie tępo. Zmarszczył brwi i lekko przechylił głowę w prawo.
- Tak. Można tak to określić.
- Niewiele pamiętam. Byłam czymś nafaszerowana. Widziałam anioła, dziwną kobietę ze snu. Kazała mi się wziąć w garść i uwierzyć, że mam moc.
- Pamiętasz coś jeszcze?
- Nie. Skąd wiedziałeś gdzie jestem? Nie mogłeś mnie tak szybko znaleźć. – Odwrócił wzrok i wodził nim po ścianie po mojej prawej stronie. Jednak po chwili wstał i spojrzał na mnie.
- Przyniosę ci coś jeść, na pewno zgłodniałaś i musisz odzyskać siły. – Odwrócił się na pięcie i wyszedł, zamykając cicho drzwi.
Co to miało znaczyć? Czemu nie chciał odpowiedzieć?  Coś tu jest nie tak. Jednak teraz powinnam się martwić czym innym, co powiedzieć mamie jak wrócę? Jak wyjaśnię te bandaże? Może nie zauważy. Blizny zostaną. Chociaż jednak i jest większy problem, z poprzecinanymi włóknami mięśni raczej ciężko chodzić. Ba! Nie wolno chodzić. Może nie jest jednak tak źle. Muszę sprawdzić.
Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej. Jednak to okazało się być daremne. Ból przeszył mnie całą. Wiedziałam, że jest źle. Więc jak ja wrócę do domu? Może Rayan mnie zawiezie? I pomoże mi wejść do domu. Nie znam tego chłopaka, a tak się do niego przywiązałam i zaufałam.
Jest w nim coś czego nie mogę zrozumieć. Wtedy w tym zamczysku widziałam go jako anioła. Z pięknymi lśniącymi, czarnymi skrzydłami. Krew płynącą po jego twarzy nadawała mu agresywnego wyglądu.
Więc kim jest ta kobieta? Nigdy jej nie widziałam. Czemu była tak do mnie podobna? To moja wyobraźnia płata mi figle. Chociaż z pewnej strony wydawała się tak mi bliska, ufałam jej.
Po chwili wszedł Rayan z tacką. Na niej leżały tosty, sok i jakieś dziwne coś. Wyglądał teraz już inaczej. Był w pewnym sensie nie obecny.
- Wszystko dobrze? – Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Nie. Nic nie jest dobrze.
- Chodzi ci dokładnie o…
- Dokładnie o to, że będziesz miała kłopoty i jestem zmuszony powiedzieć ci prawdę.
- Prawdę o czym?
- O tym kim są ci co zrobili tobie krzywdę.
- Znasz ich? – Skiną głową. – To mów!
- To jest pradawny lud Niugara. Niugar to jeden z najpotężniejszych bogów nieśmiertelnych istot…
- Masz na myśli… Wampiry? – Chciało mi się śmiać.
- Nie, nie mam na myśli wampirów. Niema czegoś takiego jak wampir. Chodzi mi o mieszankę człowieka z przydzielonym stworzeniem. Więc można powiedzieć, że oni są jak hybrydy. Potrafią przemieniać się w swoje drugie ja. Niugarami są przeklęte dusze. Wracając do Niugara, on sam był mieszaniną szatana, człowieka, zwierzęcia i nicości. Przez 150 stuleci panował nad duszami, które pochłoną.
- Gdzie jest teraz?
- Legendy mówią, że został zamknięty głęboko pod ziemią. Przez kobietę. – Spojrzałam chyba bardzo dziwnie, gdyż on się szeroko uśmiechną. – Tak, kobietę. Jego kochankę, muzę, żonę oraz anioła. Ich miłość była czymś niedorzecznym, sprzecznym z ich prawami. Podobno i Niugar był aniołem, jednak pozwolił przyjąć krew szatana, stając się przeklętym. Chciał krwi, wojen i zła. Kochał widok cierpienia oraz…
Urwał w pół zdania, gdy usłyszałam łomot o szybę mojego pokoju. Rayan wstał i wyjrzał przez okno. Na parapecie leżał martwy ptak, a w dziobie trzymał zwitek papieru. Chłopak z obrzydzeniem i współczuciem wyją kartkę z dzioba i podał ją mi.
Rozwinęłam papier i zaczęłam czytać na głos.
- „Dołącz do Nas! Spełnij naszą prośbę, bo jak nie, stanie się krzywda Twojej opiekunce. Zamek na wzgórzu, dzisiaj o 23.59. Garder.”
CDN.
Evee
PS. Przepraszam z całego serca za tak długą nie obecność! : ) Jednak wróciłam ; )

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii