RSS
 

Archiwum - Marzec, 2014

Wpis specjalny, dla cudownej dziewczyny

10 mar

Choć za oknem świeciło słońce, piękna wiosna, to ona siedziała pogrążona w swoim świecie. Patrzyła gdzieś daleko przed siebie, wciąż czując ucisk serca, wspomnienia dręczyły ją, jak zmory. Nawiedzały ją w każdej chwili jej życia… Dookoła otaczali ją ludzie, którzy nie rozumieli co tak naprawdę się z nią dzieje, nie znali tego bólu, który odczuwała ona. Przed oczami miała jego twarz, usta, oczy. Pamiętała te pocałunki, czułe dotyki. Kiedy z dnia na dzień, wszystko zaczynało się psuć. On nie odzywał się do niej, a jak już to i tak rzadko. Dzisiaj mijają kolejne dni bez niego. Dla niej słońce zaszło. Zatracała się w alkoholu, melanżach do białego rana, przyjaciołach, którzy wiedzieli o niej tyle co nic. Ten chłopak starł z jej pięknej twarzy uśmiech. Nie wierzy już w miłość. Nie ufa chłopakom. Ma dosyć wszystkich i wszystkiego. Wstał kolejny dzień, zlewał się już z każdym innym. Szła do szkoły, słuchała muzyki, w głowie i sercu rozbrzmiewała jej piosenka Kaena „Kartka z pamiętnika”, nie zwracała uwagi na świat dookoła. Przez przypadek wpadła na jakiegoś chłopaka w kapturze. Pośpiesznie rzuciła „przepraszam” i szła dalej. Ktoś ją zatrzymuje. Podnosi wzrok i widzi JEGO. Patrzą na siebie, żadne się nie odzywa. Ona niegdyś piękna, zwiędła jak róża bez wody. On wciąż jak młody bóg. Gardło się ściska, łzy pojawiają się w jej błękitnych oczach, nikła nadzieja zatańczyła w duszy. Chce coś powiedzieć, jednak nie może. Jego mina nie wyrażała nic innego jak obojętność. Spytał tylko „czy nie zostawiłem u ciebie bluzy?”. Zaskoczył ją i tym samym zgasił płomyk nadziei. Odwróciła się i zaczęła biec. Nie chce go więcej zobaczyć. Minęła szkołę i biegła dalej. Na starą i zapomnianą kładkę na jeziorze, ukrytą wśród traw i trzcin. Nikt jej tam nie znajdzie. Przyszła i usiadła, chciała choć na moment poczuć coś innego, niż tą pustkę w duszy. Zaczęła mu życzyć śmierci, żeby zniknął i nigdy więcej nie stanął na jej drodze, chciała go nienawidzić, ale coś ją blokowało. Jedna osoba powiedziała jej, żeby napisała do niego list. Uważała, że to śmieszne i bez rezultatu. Jednak nim spostrzegła pisała list: „Witaj… Nie wierze, że to robię, ale mam Ci coś do powiedzenia. Jesteś skończonym dupkiem i palantem! A jednak Cię kocham… Nie umiem Cię znienawidzić… Chociaż życzę Ci wszystkiego najgorszego. Przez Ciebie stałam się … właśnie. Kim? Nikim. Zniszczyłeś mnie. Byłam Twoją zabawką! Na chwile. Potem poleciałeś za inną. Wiesz jak to jest, kiedy pokochasz i nagle złamie Ci to serce? Nie? To chce, żeby jakaś dziewczyna tak się Tobą zabawiła, żebyś cierpiał jak ja. Chciałabym to zobaczyć, jak niszczysz się. Z boga stajesz się błotem. Co Ci jeszcze powiem… hmm… że czuje się źle, ale to pewnie zauważyłeś. Więc to tyle… Pa!”. Wyjęła zapałkę i podpaliła kartkę. Popiół osiadł na tafle wody, po chwili straciła go z pola widzenia. Poczuła się lepiej. Stwierdziła, że to nie koniec świata. Takich jak on pewnie jeszcze paru spotka. Wstała z kładki i wyszła na ścieżkę. Dostała zaproszenie na impreze przez esa. Pomyślała, że co jej zależy, pójdzie i będzie łamać serce innym. Wieczorem wyglądała zjawiskowo, weszła na impreze. Podeszła do baru poprosiła wódke z sokiem malinowym, szybko wypiła i… Się uśmiechnęła. Na parkiecie tańczyła, nie zwracała uwagi na ludzi. Tańczyła z chłopakami, których nie zna. Usłyszała krzyk za plecami. Odwraca się i widzi GO. Jakaś dziewczyna mówi mu, że fajnie było, ale czas się pożegnać. On ma łzy w oczach, błaga ją na kolanach by nie odchodziła. Ona jednak, kopie go i wychodzi… Stało się! To co napisała w liście. Jednak trochę bolało ją serce gdy patrzyła jak on jest w takim stanie, ale nie żałowała. Podeszła do niego i powiedziała „Nie mam twojej bluzy, ale przyznam, że ciekawe przedstawienie. Teraz wiesz jak ja się czułam. Miło?” Pocałowała go w policzek i wyszła zadowolona z siebie. Co najważniejsze wolna od duchów przeszłości!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zagubiony anioł odwagi cz.12

06 mar

Podniósł mnie z ziemi, wziął na ręce i zbił się w powietrze. Czarny las i widoczna czasami jasna wstęga ze świecącymi punktami, wiła się pod nami, jak wąż. Wciąż widziałam przed oczami urażoną twarz Darwina, te jasne oczy, które mówiły, że jestem egoistką i go nie rozumiem. Miał rację. Jednak to tak mnie boli, że wybrał ją, a nie swoją siostrzyczkę, ale co mnie to obchodzi on NIE ŻYJE. A czym była ta energia w ruinach? Ta kobieta… Kim ona jest?
Spojrzałam na Rayana, jego twarz była spokojna, nawet szczęśliwa. Patrzył gdzieś daleko przed siebie, pogrążony w rozmyślaniach. Ciekawe o czym myśli? Zaczęłam czuć ciężar kanisterka wiszącego na moich plecach.
Nim spostrzegłam, byliśmy już koło mojego motoru stojącego na poboczu. Delikatnie wylądował jak ptak i odsunął się ode mnie po odstawieniu mnie na ziemi. Podeszłam to maszyny i zalałam w bak. Wszystko odbywało się bez użycia słów. Pomógł mi podnieść „bestie”, ja usiadłam za kierownicą, a on za moimi plecami. Odpaliłam motocykl i z piskiem opon ruszyliśmy drogą, by po chwili zjechać na ścieżkę leśną. Dziwne… Nie czułam strachu przed tym co się wydarzy, nie myślałam o tym. Za to doskonale czułam uścisk Rayana na moim brzuchu, ciepło przechodziło mnie na wskroś. Mknęliśmy przez las, który nie śpi nawet w nocy. Widziałam już koniec ścieżki i tą wielką polanę oświetlaną przez pełny księżyc.
Po wjechaniu, już z daleka dostrzegłam motocykl Rayana i w tym samym momencie uścisk na brzuchu zelżał i anioł odleciał w górę. Jechałam sama, z aniołem stróżem na niebie. Dopiero teraz zrozumiałam powagę sytuacji w jakiej się znalazłam. Przyszedł czas na walkę.
Dołączyć do nich? Czy nie? Co jak to podstęp?
Zatrzymałam się przy motocyklu Rayana i spojrzałam na zegarek, już 23.54 … Mamo nadchodzę.
Ruszyłam przed siebie, pełna dzikiej odwagi i czegoś jeszcze, nie mogę tego określić takiego dziwnego czegoś. Już zbliżam się do bramy, nie zatrzymuje się tylko wjeżdżam na pełnych obrotach, mknę tunelem, który wciąż pamiętam, zajechałam do ostatniej sali, drzwi były otwarte i stało tam wiele osób, rozpoznałam  Rakine i Gardera, a na stole leżała moja matka… Ten widok udowodnił mi, że stawka toczy się o jej życie. Zgasiłam silnik i patrzyłam na nich, wyczekując czegokolwiek.  Garder skiną i usłyszałam zgrzyt zamykanych drzwi.
- Witaj Kamilo. Widzę, że bardzo punktualna jesteś i dobrze, działa to tylko na twoją korzyść. I jak zastanowiłaś się?
- Nad czym się miałam zastanawiać?
- Nie udawaj głupiutkiej. Wiesz o co mi chodzi.
- Nie mam pojęcia, oświeć mnie pieprzony punkowcu.
- Mamusia kultury nie nauczyła?
- Dla takich świrów jak ty, nie. – Widziałam jak Rakina chciała coś powiedzieć jednak się powstrzymała.
- No nieistotne, wracając do tematu, zastanowiłaś się nad tą propozycją?
- A co? Ta suczka za tobą ci nie wystarcza? – Nienawiść płonęła w jej oczach.
- Nie pozwalaj sobie.
- Bo co?! Nie weźmiesz mnie do tej swojej grupy popaprańców?
- A chcesz dołączyć? – Patrzył jak głodne zwierze na kawał mięsa.
- Jak ją wypuścisz to wtedy możemy sobie porozmawiać. – Nie spodobała mu się ta myśl. – Bo jak nie, to zapomnij.
- A co mi zależy mogę zabić i ciebie i tą szmate co leży na stole.
- To moja matka sukinsynu! – Zeskoczyłam z motocyklu i podeszłam do niego. W rękawie miałam nóż, który mogę wyjąć bez większych problemów. Podeszłam i spojrzałam w jego ochydne i obłudne oczy. – Coś jeszcze mi chcesz powiedzieć?
- Przypominam tylko, że jesteś na moim terenie, a ten nóż w rękawie, na nic ci się zda. – Przyznam, że zaskoczył mnie, jednak nie pozwolę mu się zastraszyć.
- Więc po co mnie tu ściągnąłeś? Czego chcesz?
- Chcę tylko, żebyś dołączyła do nas.
- Po co?
- Potrzebujemy twoich możliwości.
- A co sam nie umiesz motocyklem jeździć?
- Nie mówię o tym. Tylko o mocy którą posiadasz. – Chytry wzrok ślizgał się po moim ciele.
- Mocy? Nie wiem co bierzecie, ale radzę zmienić dilera.
- Rakino, zaatakuj ją. Jak Kamilo zabijesz Rakine, dołączysz do mnie. – Ruszyła na mnie z byczym pędem i nożem w dłoni, widziałam nóż, który zawisł tak jak i wszystko zaczęłam widzieć w zwolnionym czasie. Odskoczyłam na bok i kopnęłam ją w nerki kiedy minęła mnie, zachwiała się i upadła. Czas znów przyśpieszył. Kobieta leżała na podłodze, nie ruszała się. Dwoje mężczyzn odwróciło ją na plecy, miała nóż utkwiony prosto w sercu. Przeraziłam się widząc, że zabiłam człowieka, jednak nie miałam wyrzutów sumienia. Jednak to było zaplanowane, nie mogę być jedną z nich!
- Jak się czujesz Kamilo z tym morderstwem na sumieniu?
- Wiedziałeś, że to się stanie… – Patrzyłam na niego oskarżycielsko. Spojrzałam na matkę, jednak ona leżała nieprzytomna.
- Oj… Może wiedziałem, jednak ona była mi zbędna. Zajmiesz jej miejsce.
-  Nie!
- Nie? To pokazać ci jak z twojej pseudo mamusi uchodzi reszta życia? Damien wiesz co robić.  - Z szeregu wyszedł młody chłopak. O przystojnej twarzy, ciemnych oczach, czuprynie bujnych czarnych włosów.
- Nie zrobisz tego… Bo inaczej skorzystam z mocy i zabije was wszystkich! – Garder zaśmiał się.
- Nie masz bladego pojęcia jak z nich korzystać, bo jes… – Znów przez okno wleciał anioł, czarne skrzydła, naga klatka piersiowa, ciemne włosy, czarne spodnie. Garder był zaskoczony, gdy go zobaczył.

CDN

Moi kochani będę pisać jutro :* Chora jestem i trochę trudno się myśli :P
Pozdrawiam serdecznie,

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii