RSS
 

Archiwum - Luty, 2015

14 lut

Przepraszam, dzisiaj nie napiszę nic… Coś się popsuło we mnie i to boli…  Upadły Anioł

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczęście tam, gdzie go nie ma #1

13 lut

               Ostatni dzwonek, ósma lekcja przeciągała się leniwie jak karmel. Był zmęczony, dzisiejsze poprawy w szkole spuściły z niego powietrze. Warto było nie spać przez tydzień, siedząc nad książkami. Uśmiechnięty wyszedł ze szkoły, wiosenny wiatr owiał mu twarz. Tak… To koniec. Szkoła się skończyła. Koniec, więcej nie wróci do tej szarej nory. Pieprzył maturę, w Polsce jest mu nie potrzebna. Miał średnią powyżej 4 i był  z siebie dumy. Pewnym krokiem ruszył przed siebie, między czasie zakładając słuchawki. W jego głowie była tylko muzyka, żadnych zmartwień i problemów. Jutro z rana jedzie z ojcem na ryby, męski wypad. Czeka na ten dzień jak mały chłopiec, podziwia swojego ojca i kocha, dlatego nie rozumie kolegów, którzy obrażają i narzekają na swoich rodziców.
Wchodząc do domu wyczuł, że coś się zmieniło, że coś jest nie tak, że jest za cicho.
- Mamo! Tato! Rey! – odpowiedziała mu tylko cisza. Wchodząc do kuchni zobaczył kartkę na lodówce, biorąc ją do ręki, wiedział że to nic dobrego. – „Adam, przyjedź jak najszybciej do szpitala, Mama”
Wybiegł jak poparzony, odpalił motocykl i ruszył na spotkanie z wiadomością. W zaledwie sześć minut dotarł na miejsce, pielęgniarka w recepcji skierowała go do poczekalni. Zastał mamę z ojcem, wtulonych do siebie.
- Co się stało? Gdzie Rey? – rodzice podnieśli na niego swoje blade twarze, matka wpadła w ramiona syna i mocno go tuląc zaczęła płakać. – Co się stało…? – ojciec podszedł do  syna, położył mu dłoń na ramieniu i spojrzał szczerze w oczy.
- Adam… Twój brat…
- Państwo Rodrigez? – stała za nimi młoda doktorka i patrzyła smutnymi oczami na rodzinę.
- Tak. Co z Reyem? – pierwszy raz słyszał  w głosie ojca taki ból.
- Państwa syn… Nie udało się nam. Jego organizm  był za słaby.
- CO!? Co się tu kurwa dzieje?! – krzyczał, nie wiedział nic. – Gdzie jest kurwa mój brat?! Co?! Mamo! Tato! Gdzie jest Rey!?
- Twój brat… Nie żyje. – Niebieskooka patrzyła smutnymi i szczerymi oczami na Adama. Na ramionach poczuł ciężar matki. Miała zamknięte oczy.
- Tato, zemdlała! – ojciec podszedł do syna, a wraz z nim doktorka. Wziął ją na ręce i patrzył na doktorkę.
- Szybko, za mną. – ruszył za nią, zerkając na matkę. Całkowicie zapomniał o tym, co powiedziała doktorka. Gdy dotarli do sali, położył ją na łóżku i zrobił miejsce lekarzom. Oni uwijali się przy matce. Bezsilny usiadł pod ścianą i schował twarz w dłoniach. Łzy pojawiły się w jego oczach, ból w gardle i ciemna przestrzeń przed oczami.
- Gdzie jest Rey? – głos miał niemal niesłyszalny. Podniósł się z podłogi, chwiejnym krokiem podszedł do doktorki. – Gdzie jest Rey?
- Panie Rodrigez… Pana brat, znajduje się pewnie już w szpitalnej kostnicy.
- Co się stało? – głos mu się łamał, był cichy.
- Pana brat, został pogryziony przez jakieś zwierzę na wycieczce szkolnej.
- Co?
- Nie wiemy co to było, możliwe że dziki pies lub wilk.
- Dlaczego… dlaczego on umarł?
- Rany były rozległe, uszkodzone narządy wewnętrzne, czaszka pęknięta… Nie wytrzymało jego serce.
- Boże… – odwrócił się i ruszył do ojca. Siedział pod ścianą na korytarzu, płakał. Ten dumny i twardy mężczyzna płacze. Usiadł przy nim.
- Tato… Z mamą jest wszystko dobrze, zemdlała tylko…
- Ohh, Adam… Synu… Przepraszam…
- Tato, to nie twoja wina…
- Gdybym nie pozwolił mu jechać, ale on tak nalegał, był taki szczęśliwy…
- Nie wiedziałeś, że go jakieś zwierze pogryzie.
- Boże, Adam… – znów zaniósł się płaczem. Nie mógł na to patrzeć, wstał i odszedł bez słowa. Wychodząc z szpitala, wciąż nie był pewny co się tak właściwie wydarzyło. Podszedł do motocykla i gdy go odpalał, zauważył ojca w oknie. Ruszył w nieznane, chciał uciec z tego miejsca jak najdalej. Łzy nadal płynęły po jego twarzy, a myśli nagle zniknęły.
Pojechał do małego baru. Usiadł za kontuarem i patrzył przed siebie.
- Coś podać? – młodziutka kelnereczka patrzyła pytająco na klienta.
- Piwo…
- Coś jeszcze?
- Nie…
- Dwa pięćdziesiąt. – wyjął portfel i wyrzucił monety na blat. Dziewczyna wzięła pieniądze, a resztę mu oddała. Postawiła na przeciw niego piwo i odeszła. Pił pomału, myślał o tym co się dzisiaj wydarzyło. Znów łzy zatańczyły pod powiekami. Pił piwo i płakał. Ludzie patrzyli na niego krzywo ich twarze były ciekawskie. Wypił piwo i poprosił o kolejne. Potem trzecie i czwarte. Zniknęła młoda barmanka, na zegarku wskazówki pokazywały 11.23. Zaczął piąte piwo, gdy ktoś dotknął jego ramienia.
- Chodź do domu. – matka stała za plecami syna, zmęczona, blada niczym duch. – Proszę skarbie, chodź… Już starczy.
- Przyjdę później. – zabrał się za piwo.
- Nie, proszę kochanie…
- Powiedziałem. Przyjdę. Później. – zrzucił jej dłoń i wyszedł z baru, zostawiając za sobą matkę. Na zewnątrz czekał ojciec.
- Adam! Gdzie ty kurwa idziesz?!
- Daj mi spokój, zajmij się matką.
- Gdzie idziesz?
- Nie wiem. – ruszył biegiem i znikł za rogiem ponurej alejki, zaczęło padać. Zapomniał o motocyklu, ale już nie będzie wracał tylko przyjdzie po niego później. Usłyszał krzyk, dopiero po kilku sekundach spostrzegł trójkę ludzi. Dwóch mężczyzn i kobieta. To ona krzyczała.
- HEJ! Puść ją! – mężczyźni spojrzeli na intruza. – Co?! Nie słychać?! Puszczaj ją dupku! I wywalać mi stąd, już!
- Ty… Rudy, jakiś kretyn prosi się o kuku.
- Widzę właśnie, trzymaj tą sukę, a ja zajmę się tamtym. – podszedł i zamachnął się na niego, pięść przeszła obok twarzy Adama. Nim spostrzegł, to Adam go okładał pięściami. Rudy padł na ziemię zdezorientowany. Rodrigez skopał jeszcze napastnika i skierował się w stronę drugiego.
- Spierdalaj! – napastnik pchnął dziewczynę na ścianę, ona uderzyła głową o mur i upadła. Adam ruszył na niego, a tamten wyjął z kieszeni nóż. – Co chcesz mnie pociąć? Śmieszny jesteś.
- No chodź cwaniaku! Ha – ha. – wymachnął nożem przed twarzą Adama. – Już nie taki bohater!
- Wkurwiasz mnie… – podciął napastnika, który runął na ziemię jak kłoda. Chciał go zdzielić z buta, jednak tamten wbił mu nóż w nogę. Ból rozszedł się jak trucizna po jego nerwach. – Ty skurwielu…! – Padł na napastnika i jego pięści łamały mu nos, zęby. Gdy ten leżał nieprzytomny, podniósł się i wyciągnął z nogi nóż. Spojrzał na dziewczynę, wciąż leżała nieprzytomna. Ukucnął przy niej i delikatnie potrząsnął.
- Hej, słyszysz mnie? – brak reakcji. Pomimo bolącej nogi, wziął ją na ręce, tak jak matkę i zaniósł na parking przy barze szukając motocyklu. Włosy zasłaniały jej twarz, a ciało bezwładne wisiało w jego ramionach. Usadowił się z nią na motocyklu i jedną ręką trzymał ją, a drugą starał się opanował maszynę. Podróż do szpitala trwała niemal wieczność. Wyłączył motor i znów ujął ją w ramionach. Zaniósł do recepcji, a pielęgniarka przysłała lekarzy z noszami. Później spostrzegła krew na podłodze, które zostawiał jego but pełen krwi. Przysłała po niego wózek i zawieziono go na dezynfekcje i szycie. Przyjęła go doktorka, ta sama która powiedziała, że jego brat nie żyje. Patrzyła wielkimi oczami na Adama i bez słowa zabrała się za pracę. Żadne z nich się nie odzywało, aż do chwili gdy skończyła.
- Proszę bardzo. Niech pan uważa na nogę.
- Dziękuje. – wstał do wyjścia, a ból znów rozszedł się po jego ciele. – Au…
- Pomału. Panie Rodrigez… Przykro mi z powodu brata. – wyszedł nawet nie patrząc na nią. W recepcji spytał o tą dziewczynę, którą przywiózł. Wskazała mu salę 143. Bezwiednie ruszył do windy, by dotrzeć do tej kruchej dziewczyny.
Zajrzał do sali, gdzie miała ona przebywać. Na 4 łóżkach leżeli chorzy, a na ostatnim piątym ona. Poznał ją po tych czerwonych włosach, już gdzieś je widział. tylko w którym momencie? Ah! Kelnereczka… Podszedł do niej i teraz dopiero spostrzegł jak bardzo ma bladą skórę, usta one miały taką intensywną barwę czerwieni, mały nos… Piękna twarz. Nawet z tymi sińcami i bandażem okalającym jej głowę. Leżała taka spokojna… Powieki delikatnie drgnęły i pomału uniosła je. Zagubionymi oczami rozglądała się po sali, chciała się podnieść jednak Adam ją powstrzymał.
- Jesteś w szpitalu. Już nic Ci nie grozi. – patrzyły na niego wielkie szare oczy. – Przywiozłem cię do szpitala.
- Dziękuje… Co się stało?
- Dałem popalić tym draniom. – pierwszy raz tego popołudnia się uśmiechnął.
- Nic ci nie jest?
- Nic takiego. Mały szew mi nałożono i tyle.
- Ohh… Dobrze sie czujesz?
- To ciebie powinienem o to spytać.
- Tak… Głowa mnie boli i tyle. Dziękuję raz jeszcze…
- Niema sprawy… Zdrowiej, zawołam pielęgniarkę i się zwijam.
- Jak mam ci się odwdzięczyć?
- Kup sobie paralizator, trzymaj się i następnym razem uważaj na siebie. – ruszył do wyjścia, a gdy ukradkiem zerknął na nią, patrzyła za nim zagubiona i zdziwiona. Zaczepił jakąś doktorkę i ją poinformował o nieznajomej. Natomiast sam ruszył na konfrontację z rodzicami i tym co się dzisiaj wydarzyło.

anime-boy-manga-togainu-no-chi-Favim.com-346524

Dobra, prawdę mówiąc już miałam nie pisać tych kilku częściowych opowiadań, jednak… Tym razem napiszę dwie części (mam nadzieję że tylko dwie ; ) ) Ahhh… No cóż, zobaczymy : ) Teraz uciekam i biorę się za książki.
Do jutra : ))

PS. Liczę na komentarze : D

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ahh. Co dalej…

12 lut

Witam serdecznie, hmm… postaram sie dzisiaj dodać nowe opowiadanko, troszkę już nad nim pracuję, mam nadzieję, że się spodoba. Jednak na ten czas, serwuję na srebrnej tacy piosenkę… Ktoś oglądał film? : )  Graaw…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Witam

07 lut

Informacja pierwsza:
Blog „Pamiętnik zagubiony” został usunięty.
Informacja druga:
Wszystko co zostało tam napisane było tylko i wyłącznie FIKCJĄ.
————————————————————————————–

A co do tego blogu będzie prowadzony, będę pisać nadal opowiadania ; ) Jednak tym razem, podpisywać się będę SomebodyWho…

: )) Dziękuję że jesteście.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii