RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2015

Nocny las.

17 cze

           Śpiwór? Jest.  Woda? Jest. Żelki? Są. Hm… Przeczucie, że czegoś zapomniałam nie opuszczało mnie. Nóż myśliwski? Jest. Zapałki? No są. Czego mi do cholery brakuje…? No tak, jego. Nie ma go. Nie będzie. Nie wróci. Nie będzie nigdy więcej jego, nas, jego i nas, i znowu jego, nie będzie przy tym części mnie.
Zaufanie? Kiedyś poczułam jego słodki smak. Koiło, mówiło „będzie dobrze”. Gdzie się ono podziało z mojego serca? Mojej duszy? Moje drzewo życia, obdarte z jednej gałązki. Żyło dalej, jednak… Bardziej nagie. Odchodząc złamał gałązkę. Nagle każde „przepraszam… zależy mi… kocham Cię” stało się cieniem. Cichym szumem między gałęziami.
Co jest z człowiekiem nie tak? Po co cierpimy? Bo co? Bo Adam i bo Ewa? Jeśli tak to niech się pieprzą… Raz cierpieć – nauczka. Drugi raz cierpieć – kolejny błąd. Trzeci raz cierpieć – pęka coś w nas. Czwarty raz cierpieć – to coś, pęka na pół. Za dziesiątym razem cierpieć – to coś jest tak starte w pył, że można upiec zakalca, tyle bólu ma w sobie. Za dwudziestym razem cierpieć – … To już lepiej zostać mokrą plamą na chodniku.
Stawiamy mury, zapory i ogradzamy nasze drzewo życia drutem kolczastym, stadem jadowitych węży, bandą seryjnych morderców i niewinnymi roślinami co pożerają ludzi. Ooo.. Takiej roślinki mi trzeba.
Dobra, skoro mam wszystko oprócz niego to mogę iść. Ja i las, ja i noc, ja i … Właśnie co to jest? Strach? Adrenalina? Co by nie było, daje kopa i pokazuje, że wszystko jest proste, pod warunkiem, że uciekniemy od ludzi i cywilizacyjnych pierdół. Wolności! Ohh.. Czuje w całym ciele podniecenie na samą myśl.
- Mamo, będę u Mileny, wrócę jutro. Zostanę u niej na noc. Pa. – Drzwi zamknięte i… Oto ona. Wolność. Jednego mogę pogratulować dorobkowi ludzkiemu: Motocykli! Dziadek mnie tym zaraził. Po jego śmierci sama zostałam z tą pasją. Mama – chciała sprzedać motocykl. Tata – powiedział, że nie da mi pieniędzy na „czarny worek”. Rodzeństwo – patrzyli na mnie jak na kawał mięcha armatniego. Mam to gdzieś. Jadę tam, gdzie nikt mi nie powie co robić. Co mogę, czego nie. Będę żyć. Chociaż przez te 12 godzin.
Noc ciepła, plecak daje o sobie znać swoją wagą, motocykl wprawia moje ciało w wibracje. Jestem bezpieczna, szczęśliwa. Zatrzymałam się w zwyczajowym miejscu. Tylko tu nikt nie zobaczy ani moto, ani mnie, ani ogniska. Może jak będę miała szczęście to i dzisiaj usłyszę nocny las.
Stała koło mnie. Słodka, krucha, o cerze jak łuna księżyca i włosach ja niebo przed gradem. Przyniosłam jej żelki. Uwielbiała je. Chociaż nie mogła ich zjeść, to zostawiałam je dla niej. Mówiła, że przed śmiercią się nimi zajadała, nawet gdy umarła. Taka ironia. Umierasz  z tym co kochasz. Też bym tak chciała. Jednak… Ona nie powinna była umrzeć. Nie tak. Była za mała, za delikatna. Chociaż teraz niezniszczalna. Jedyne czego się bała, to świec i kogoś zwanego Slenderman. Kimkolwiek on jest, to jest straszny. Podobno jest w tym lesie również i czai się na mnie. Zawsze z Mateuszem na niego czekaliśmy. Razem. On tylko znał tajemnice. Tylko on i ja widzieliśmy to, czego nie dostrzegał nikt. Sekret, on nas łączył. Ufaliśmy sobie.
Weronika, mała dziewczyna zabita w tym lesie, towarzyszyła mi całą noc. Za każdym razem jak przyjeżdżałam. Nie wiem po co sama się nadal tu zapuszczam, w końcu jakiś psychol na mnie poluje. Dyrdymały. No i co najlepsze gadam z duchem zabitego dziecka. Pomimo wszystko jak na swoje 9 lat była bardzo dojrzałą osóbką.
Rozłożyłam śpiwór, rozpaliłam ogień i postawiłam wodę przy legowisku. Nóż pod śpiworem. Tak… Wszystko gotowe. Mogę leżeć w samotności, gapić się w niebo, rozmawiać z duchem małej dziewczynki. Porąbane? Nie… To całkiem normalne. Jestem normalna. N-o-r-m-a-l-n-a. Ze złamanym sercem, ale normalna. Bez zaufania, ale normalna. Moja normalność, a ich normalność, to nienormalność. Podoba mi się to. Lubię być inna, choć dla samej siebie normalna.
Tylko zamknęłam oczy, wyczułam czyjąś obecność. To nie była spokojna i łagodna energia Weroniki. Było gorsze, złe, brudne i niebezpieczne. Leżałam nieruchomo, czekając na coś co zdradzi mi tego niezapowiedzianego gościa. Cisza. Tylko wiaterek szeleszczący listkami dębów. Ogień cicho strzelał. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Pusto. Nikogo. Nawet Weroniki. Dziwnie samotna się poczułam. Położyłam się i schowałam z głową, dziękując matce, że jestem taka drobna dzięki jej genom. Zbliżyła się znów ta energia. Czułam ją każdym nerwem i zmysłem. Jednak nadal leżałam nieruchomo. Ahh. Dlaczego tego nożna nie wzięłam do środka śpiwora? Głupia ja. Późno. Ciekawie co to… Zimno przeszyło moje ramie na wylot. Tak niespodziewanie, że pisnęłam. Chłód dotarł do mojego serca… Kuje, kuje, kuje… Bije, bije, bije. STOP. Nie bije, nie bije, nie bije… ZIMNA. Jestem zimna.
Drzewo życia legło w gruzach, korzenie wyszły na wierzch. Liście opadły i zamarzły, po czym roztrzaskały się i zamieniły w lodowaty pył. Na przewróconym konarze usiał kruk. Widział mnie, a ja jego. Co to ? Ptak. Co robi? Patrzy. Na co? Na mnie. Dlaczego? Bo jest powalony i nie wiem skąd się wziął w mojej wyobraźni. Co jest grane? Nie wiem, może spytam to pierzaste ptaszydło. Dobra… To dziwne gadać z ptaszydłem. On się gapi, ja się gapię. Co jest na rzeczy…? Obudzić się, bo śpię. Taak, śpię. Mmm.. Fajny sen, no i w ogóle taki przyjemny. CHCE SIĘ OBUDZIĆ! No co jest? Otworzyć oczy, otworzyć oczy, otworzyć oczy… No dobra, nie działa. Co robić, co robić? Eee. Ptaszydło, gdzie się podziało? Hm… Poszukam go. I tak śpię, to nie mam nic lepszego do roboty. Juhuu! Ptaszydło! Mój umysłowy pieprzony ptaszkuuu…! Dobra. Siedzę w swoim świecie. To może coś fajnego znajdę w nim. Ciekawa chmura wygląda jak dziki lew. Uuu… A te kwiaty jak słońca. Co w zimę kwiaty robią w moim umyśle? Chyba jestem bardziej szurnięta niż zakładałam. No to ptaszydła nie ma. Jest zima. Jestem… Sama? Tak. No to super. Happy i tak dalej, ale może sobie wyobrażę coś. Może podziała… Ooo… Chce kubek gorącego kakao. Iii? Nie działa. Do dupy jednak ten mój sen i umysł. Gałązka… Co to na niej pisze „zaufanie”? Phi! Spłoń gałązko. Mateusz? Mateusz! Stój! Skąd się wziął w moim świecie, nie myślałam o nim. Taki jakim go pamiętam. Wysoki i w glanach. Z włosami zakrywającymi pół twarzy. Jednak… Ta druga część taka jak u Weroniki. Blada, wręcz w lekkim odcieniu błękitu i srebra. Księżycowa. Świruje. Mateusz nie żyje. Nie żyje! Nie może tu być… Nie ma prawa!
Tuż obok mnie stanął facet po trzydziestce. Gapił się tępo na mnie. A na jego ramieniu usiadł ten kruk. Zaczął mówić, jednak był niemy. Jedyne co zrobił to mnie pocałował. Szlag… Pedofila mi tylko brakowało. Obudziłam się. Leżałam w  śpiworze.  Świtało. Wszystko było normalnie.
Nagle wyskoczył wilk i mnie zabił. Znów się obudziłam. Znów w śpiworze. Po chwili przyszedł niedźwiedź. Rozszarpał moje ciało. Ponownie się zbudziłam. Ponownie w śpiworze. Szlag by to… Sytuacja się powtórzyła wielokrotnie. Za dwunastym razem nic mnie nie zabiło. Nikt nie wyskoczył z nożem. Nic mnie nie nie zjadło. Co jest? Śpię? Czy już się obudziłam? Cholera, muszę odłożyć te herbatki ziołowe. Spakowałam się i wróciłam do moto. Usiadłam i nagle motocykl się przewrócił a ja wisiałam na stryczku kilka metrów nad ziemią. Szlag! Znowu się obudziłam jak kilka minut wcześniej. Co się dzieje!? Weronika! Co się dzieje? Slenderman? Nieee. To jakaś kpina! Nie, nie, nie!!! Nie mógł. Nie mógł mi skraść serca, duszy. Nie! Żyje! Bije mi w piersi życie! Wyłonił się zza dziewczynki i jej skręcił kark. I potem zrobił to samo ze mną.
Zabił mnie. I tak… Do dnia dzisiejszego mnie zabija. Nie żaden demon. Nie zwierzęta. Sama się zabijam. Zabija mnie moja psychika. Umieram. Umarłam. Zwariowałam. Jestem więźniem nocnego lasu. Nigdy więcej… Nie będzie już nic. Nie ma mnie. Mojego życia. Jestem jak Mateusz i Weronika. Jestem łuną księżyca. Jestem bladą poświatą. Jestem niczym. Jestem… Półmartwa. Dzięki Ci duszo, dzięki Ci psychiko! To koniec. Tak umierają naiwni. Tak kończą Ci co ufają. Tak kończą naiwni. Nie głupi, ale naiwni.

Słodkich snów, Tetyana.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobry wieczór

09 cze

Przepraszam Was, Eh… Sporo się zmienia, zmienia i zmienia… Pocieszenie takie, że cudem zdam! O taka szalona jestem .Opowiadania… Cóż, jako tako mi idzie żeby sensowne ładne „a” napisać, a co dopiero „Dawno, dawno temu…”. Ogarnę się i wracam :) 

Dobranoc, Tetyana 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii