RSS
 

Archiwum - Listopad, 2015

Co dziś się stanie?

15 lis

Co się wydarzyło? Nie wiem… Obudziłam się, wymiętoliłam kota i nic po za tym się nie stało. Kolejna pościel do kosza. Mój kot piekielny co go zamorduje, on wstaje bryzga krwią to po kołdrze to po ścianach. Tak wygląda życie w tej książce. Ni z tego ni z owego, rzucam się na dziewczynę rozrywam ją zębami a małymi żeberkami wydłubuje resztki spomiędzy zębów. Muszę te kły przypiłować, bo zaczynają mi się wcinać w wargę dolną. Diabli by to… Nic mi się nie układa. Budzę się (a raczej zmartwychwstaje!) i szybko ubieram bluzę, naciągam jakieś spodenki, pończochy i glany i … Tak. Makijażu nie robię. Bez sensu moje blade lico, wielkie czarne oczyska z plamkami czerwonymi, popękana skóra. Tak właśnie wygląda poranek porcelanowej ślicznotki. Nie chce mordować, ale muszę – by żyć. Ludzie też sami siebie zabijają, zwłoki są nie dobre. Chociaż zdarzają się wyjątki. Bawiłam się wczoraj z jakimś chłopakiem, on uciekał, ja go gonię. Potem gryzę, rozszarpuje, jem. No i takie nudne życie! A raczej egzystowanie. Nie jestem żywa. Takie pieprzenie mandarynek… Lubiłam mandarynki. Pół wieku temu dobre były, teraz jak je zjem to i tak samo szybko wypluwam z wątrobą.
Maszerowałam ulicą, wesoło tupiąc i oto zapach zabawy! Krwawy mężczyzna. Nie… Korekta chłopak, góra 19 lat. Cichy pomruk wydał się z mojego gardła. Jesteś mój. Chwilę później siedziałam okrakiem na nim. Krew sączyła się z jego wargi… To silniejsze ode mnie. Zlizałam ją, a on patrzył przerażony. Urocze. Delikatnie go ukąsiłam w ramię. Pyszny. Ktoś rzucił się na mnie – przyznaje, byłam zaskoczona.
- Hola hola. Mój deser.
- Szlag by cię. Mogłeś mnie skrzywdzić!
- Chętnie bym cię zabił. – Patrzył na mnie mój własny, cholerny brat niezwykle zadowolony z siebie.
- I vice versa. A teraz spadaj do swojej syrenki, bo ktoś jeszcze przerobi ją na sushi.
- A ty będziesz bawić się z tym… Człowiekiem?
- Tak. Poszedł precz. Nie zmuszaj mnie do agresji.
- Wyluzuj mała bo się jeszcze pokruszysz. Ha – ha. – Jak się pojawił tak i znikł. Mój chłopczyk leżał jak pozostawiłam go. Krew mi spływałam po szyi i ramieniu.
- Chcesz spróbować? – Zwinął się jak krewetka i trząsł. – To cię zmuszę, jeszcze tego nie próbowałam.
Rozwinęłam jego spięte ciało i znów usiadłam okrakiem na nim. Chyba złamałam mu coś jak otwierałam mu usta. Krew kapała do jego ust, chciał chyba ją zwrócić. Nic z tego.
- Dobra? Nie? To połknij! – Wypluł ją, ale z pewnością coś zostało w jego organizmie.
Dokończyłam co zaczęłam trochę spuściłam mu krwi do swoich ust. Jednak chyba żył… Nie długo. Wróciłam tą drogą co przyszłam. Jego krew… Była cudownie aksamitna. Jakbym posmakowała raju.
Wróciłam tam gdzie go zostawiłam. Wiedziałam że coś było nie tak! Leżał na brzuchu, wiercąc się i krzycząc. Z jego pleców wyłoniły się śnieżnobiałe skrzydła. I jak za dotknięciem magicznej różdżki zmieniały swoją barwę od jego pleców. Na czarny. O cholera! Ugryzłam anioła!

Jest upadłym aniołem. Zabije mnie, albo pokocha.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pararam…

12 lis

~Jeśli to ostatni w życiu dzień…~
~Jeśli jutra nie ma być na pewno, każdym łykiem żal mi coraz mniej~`
~Jest mi doskonale wszystko jedno. . . ~
~Słowa milczą, jak najgłośniej. W zimny wieczór, jak na wiosnę.A  Ty, przez ulicę znów, nie ostrożnie (nie ostrożnie…)~
~Biegniesz do mnie tu, do mnie . . . ~

:-x

Ahhh.! What the …. ?! Szlag trafia mnie z tym bezsensem egzystencjalnym.
Może by tu wybrać się na nocny spacer do lasu…
Jest teraz cudownie. Wiecie czemu?
~migracja wilków~

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii