RSS
 

Upadła

07 gru

W snach zawsze wracam do tego dnia kiedy dowiedziałam się kim jestem, kiedy moje życie uległo całkowitej destrukcji. Nie był to szczęśliwy dzień, wtedy padało, wiał zimny wiatr zwiastujący zimę, a w powietrzu unosił się zapach palonej gumy z śmietniska w pobliżu i opału z pobliskich domów. Wracałam z całonocnego urządzania sali gimnastycznej na nadchodzące święto zmarłych… Co za głupota! Nie rozumiem ani przyjemności skakania przy muzyce w stylu: „Ja ją lubię, ona mnie nie, ale i tak będzie moja, bo tak chce! Na, na, na, na!”, kiedy dookoła ludzie wspominają bliskich, którzy odeszli z tego świata. Zadaje sobie wtedy pytanie, czy mnie czasem nie zabrali kosmici z innej epoki. Kiedy poznałam prawdę o sobie to naprawdę żałowałam, że to nie kosmici.
To był 28 października, około godziny 4 nad ranem, szłam miarowym krokiem zupełnie się nie śpiesząc, w końcu mamy sobotę. Para unosiła się z moich nozdrzy i ust, ręce wepchnęłam głębiej do kieszeni licząc na więcej ciepła, wtedy potrącił mnie mężczyzna. Chodnik był zupełnie pusty, a on wszedł akurat na mnie. Spojrzałam na niego i stanęłam jak wryta, to był mężczyzna około trzydziestki, poznałam go z wiadomości. Mówią, że zabił swoje dzieci i żonę. Nie wiem ile, ale tak staliśmy i patrzyliśmy na siebie, ja z przerażeniem, a on z zaciekawieniem i jakby zaskoczeniem. Złapał mnie za ramię i docisną do muru biegnącego po mojej prawej stronie, nie rozumiem dlaczego nie krzyczałam… Mimo, że miałam na to ogromną ochotę, jednak coś mnie tłumiło. Wiedziałam, że się nie wyrwę, nikogo nie ma by mi pomóc, zostało mi tylko jedno… Czekać. Pochylił się w moją stronę i dotknął mojego czoła. Czas zwolnił, a ja czułam jak coś się we mnie zmienia, jak wszystko dookoła się zmienia, że ten mężczyzna się zmienia i jakby piorun we mnie uderzył. Instynkt krzyczał jak opętany, że nie chce być wyzwolony, że nie chce wiedzieć. Jakby moje wnętrze i ja to były dwa różne byty. Czułam pieczenie skóry, czułam zimny deszcz rozbijający się o mnie i o niego. Uderzył mnie jego zapach, pachniał jak mokry pies. W mojej głowie pojawiły się nieznanego mi pochodzenia szepty, obrazy, pojedyncze wykrzyczane słowa. Moja intuicja zniknęła, zawsze ją wyczuwałam, a teraz jej nie ma. Pustka, którą wypełnia chaos, obcość. Nie zarejestrowałam nawet kiedy mężczyzna zniknął, po prostu stałam zdezorientowana, oczy widziały, ale były ślepe. Nogi szły, ale nie wiem dokąd. Nie miałam woli, coś mną kierowało, coś było w moim wnętrzu, coś co domaga się przejęcia władzy nad moim ciałem i to temu się udało. Jako bierny obserwator musiałam przekonać się, że tak na prawdę nie byłam nigdy człowiekiem.
Moje ciało poruszało się jakbym to ja kierowała, ale to były tylko pozory. Weszłam w las, deszcz się wzmógł, a ja niewzruszenie szłam w nieznanym mi kierunku. Dotarłam do brzegu rzeki i bez wahania wskoczyłam w głębinę równie czarną co noc listopadowa i tak samo zimną. Ja w środku krzyczałam i próbowałam się ratować, jednak moja fizyczność była tak niewzruszona faktem umierania, że nienawidziłam siebie. Byłam świadoma, ale otaczała mnie ciemność, może jednak nie umarłam, a tylko straciłam przytomność? Niestety, ani nie umarłam, ani nie zemdlałam. Przeniosłam się w głąb siebie. Słyszałam, że oddycham, że spokojnie bije mi serce. Poddałam się uczuciu wsysania w czarną otchłań i jakbym uderzyła o skałę i pojawiły się obrazy i znowu głosy. Widziałam wojnę, ludzi walczących ze zwierzętami i dziwnymi kreaturami, których nie powstydził by się sam mistrz horroru Edgar Alan Poe. Niemal słyszałam świst przelatujących koło mnie strzał, noży i innych prymitywnych broni. Wtedy uświadomiłam sobie, że patrzę z perspektywy ptaka. Z mojego obcego gardła wydobył się głęboki męski głos, krzyczący „Mals-van-ged-drux-un-don-graph!”. Nie miałam pojęcia skąd, ale wiedziałam co wykrzyczał: „Do boju!”. To była krwawa wojna, a ta postać zbierała dusze z półżywych istot. Potem przeskok czasowy, jestem w ciele jakiejś kobiety wyczuwam w niej taką energię jak i w poprzednim wcieleniu, ale jest to jakaś królowa, widzę jej odbicie w lustrze. Widzę ją, a może siebie? Kto jest kim? W pokoju znachodzi się mężczyzna i ona się mu oddaje. Kolejny skok w czasie i jestem w ciele małej dziewczynki od której bije ta sama energia, jestem pewna, że to ciało córki mężczyzny który przycisnął mnie do muru. Słyszę straszny krzyk, jako dziewczynka zasłaniam rękami uszy, ale nawet ani drgnę skulona w ciemnym schronieniu, przez szparę widzę jak ten mężczyzna ciągnie swoją żonę za włosy przez pokój. Kobieta ma zmasakrowaną twarz, cała pocięta i naga, a w jej piersi tkwi kołek. Kulę się w sobie na ten widok i wtedy mężczyzna otwiera szafę i znachodzi mnie. Widzę, że to moje prawdziwe ciało! Ciało, które znam od osiemnastu lat, już nie mała dziewczynka. Mężczyzna patrzy na mnie i podnosi rękę w której zaciska kołek. Czuję kiedy mi go wbija, ale to nie ja upadam, a jego córka. Znów zawirowanie i budzę się na brzegu rzeki.
Patrzę długo w jaśniejące niebo, słyszę echo oddechów w lesie, uderza we mnie szybki rytm mysiego serca. Mała myszka siedzi na mojej piersi i przygląda mi się, a ja jej. Widzę jej zdrową aurę, kiedy chcę ją dotknąć, jej aura napełnia się czernią i pada martwa tak jak stała. Przerażona wstaję jak poparzona i nie byłoby nic dziwnego, że wstałam, ale jak to zrobiłam to poczułam przenikający ból w klatce piersiowej emanujący z moich pleców. Czułam ruch na plecach, który mimowolnie kontrolować mogłam w jakimś minimalnym stopniu. Zbliżyłam się do tafli wody i zobaczyłam siebie ze skrzydłami. Uczycie strachu, fascynacji, niedowierzania zrobiło w moim wnętrzu mieszankę tak silną, że upadłam na zimną trawę. Nie usłyszałam nawet, gdy zbliżyła się do mnie kobieta z cichym śmiechem.
- Witaj, córko Samaela.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz