RSS
 

Przez łzy .. / Dawno, dawno temu

16 sty

Nie rozumiem świata, nie potrafię zaakceptować tego jakim jest. Cierpię – kiedy inni się z cierpieniem pogodzili. Płacze – kiedy inni już tego nie robią. Współczuje – chociaż to odchodzi w zapomnienie tego świata.

Znacie bajkę o demonie wilku? Jeśli nie, to ja bardzo chętnie opowiem.

                   Dawno, dawno temu… W ogromnej metropolii, w jednym z podmiejskich szpitali na świat przyszło dziecko. Nic niezwykłego, jeśli by nie pewien element. Na drobniusim karczku widniało dziwne znamię – przedstawiało łapę psią lub wilczą. Rodzice początkowo panikowali że choroba skóry, że trzeba leczyć. Z biegiem lat pogodzili się, że to nic groźnego dla zdrowia ich wątłej córeczki. Dali jej imię Cana Rossalia Spencer. Dziewczynka rosła, jak każda inna w tym wielkim mieście. Nie miała talentu ani do śpiewu, ani tańca, w szkole aby z klasy do klasy. Rodzice mieli z nią wiele problemów, gdy minęła dziewiętnasta jesień oni ją wyrzucili z domu. Poczciwa rodzina Spencer się rozpadła. Ojciec się rozpił, stracił pracę. Matka by jakoś przeżyć to z jednym sypiała to z drugim. Cana zaczęła się zmieniać, jedno oko miała niczym lód w otoczce fioletu, błękit emanował chłodem, docierał do duszy każdego na kogo spojrzała. Drugie w odcieniu ciepłego brązu, gdy się w nie patrzyło do ciała przypływał spokój i poczucie bezpieczeństwa. Dziewczyna jednak niestety jakoś musiała żyć, nie miała pieniędzy, ani co jeść. Spała na ławce w parku, błąkała się po mieście. Ze sobą jedyne co miała to plecak, a w nim najukochańsza maskotka, pamiętniki i ołówek. Nie zwracała uwagi, że ktoś za nią podąża. Położyła się na ławce i patrzyła w gwiazdy, a myślała o tym by coś zjeść, by położyć się w ciepłym łóżku. Jej prześladowcą okazał się być pies. Nie byle jaki pies, coś ich łączyło. Tak jak ona nie miał domu, był głodny, sam i oczy. Ich oczy były swoimi idealnymi odpowiednikami. Jej prawe błękitne, jego lewe. Jej lewe brązowe, jego prawe. Od tego wieczoru on od niej nie odchodził, na drugi dzień udało jej się wyżebrać na ulicy parę monet. Wystarczyło na steka. Podzieliła się „zdobyczą” z nowym przyjacielem. Minimalnie zaspokoiła głód swój i jego. Nadała mu imię Rimmon. Z dnia na dzień jakoś sobie radzili. Jej 20 urodziny były dla niej koszmarem. Była chora, miała gorączkę, wymiotowała żółcią. Nie rozróżniała dnia i nocy, snu i tego co realne. Rimmon był przy niej, przynosił jej szczątki jedzenie które znalazł po śmietnikach restauracji, co ktoś mu rzucił do jedzenia. Leżała w zaułku jednej z ciemnych ulic. Grupa chłopaków łaziła za nią, dokuczała i dręczyła. Tego dnia znaleźli ją nieprzytomną. Rimmona nie było wtedy, szukał jedzenia. Cana nie pisnęła gdy obudziły ją te psychole. Chciała krzyczeć, jednak była za słaba. Przywódca gangu dopiął swego, a raczej rozpiął swojego. Bez skrupuł zrobił to na co miał od dawna ochotę. Gdy skończył, jego kompani wiwatowali i bili się kto teraz. Ona leżała i w ciszy płakała. Pierwszy, drugi, trzeci… I tak do jedenastego. Na zakończenie ją pocięli. Cana odeszła z tego świata w gorące, cierpieniu i własnej kałuży krwi. Mówią, że po śmierci idziemy do nieba… Z nią tak nie było. Ona została na tym świecie, jej dusza odnalazła Rimmona. Pies patrzył na nią i po chwili upadł. Nikt do dzisiaj nie rozumie co się wydarzyło. Jej cień i jego cień stali się jedną i nie rozłączną całością. Ciemną materią, złożoną z jej smutku i cierpienia oraz z jego bólu i samotności. Splotła wszystko w całość nienawiść i zranione uczucia. Narodził się demon. Demon Wilk. Ginęli ludzie, fala samobójstw i depresji. Na wieki potępieni, ale na zawsze razem. Cierpienie, smutek, śmierć. Tylko to po sobie zostawiali. Na samym początku rozprawili się z gangiem, potem z jej rodzicami, potem z jego właścicielami. Od chwili narodzenia demona każdy kto skrzywdzi dziecko lub zwierze czeka cierpienie. Będzie sam się prosił o śmierć. Demon dopadnie. Zabije, nasiąknie krwią każdego popierdoleńca ziemi. Mordercy, gwałciciele, psychole krzywdzące każdą żywą i niewinną istotę umrą. Umrą i nigdy nie poznają dobra i ciepła. Nic z nich nie zostanie tylko ciągłe cierpienie, raz jeszcze i jeszcze i jeszcze. I tak dopóki nie oszaleją, dopóki nie wydrapią sobie oczu, dopóki sami sobie nie wyrwą serca. 

Morał bajki? Popierdoleńcy czeka was coś gorszego niż więzienie i śmierć. Będziecie żyć, ale będziecie żyć błagając Śmierć by was zabrała.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drobne zmiany

29 gru

No… Nie do wiary. Od rana  naszło mnie na gotowanie. Nigdy nie tykałam się gotowania! Chwila bez „wirtualu” i co? I nagle ciastka robię, pizze na obiad. Rany. No ale trudno! :x Grunt że nikt nie narzeka i nikogo nic nie boli i wszyscy żyją! Tyle wygrać :)

No i koniec z jojkaniem. Starczy narzekania na los, trzeba zebrać tyłek i pokazać samej sobie, że nie wszystko jest do kitu. A miłość… Jak można kogoś kochać, nie kochając samej siebie? Tu chyba mój problem. Skoro jest namierzony problem, to tylko go zwalczać. A dorosnąć? Jak da się na chama lub istnieje jakaś tabletka to proszę o napisanie metody.

Opowiadania – nadal będą w moim stylu. Upadłe Anioły, wampiry, wilkołaki i cała kraina fantasy bliska mojemu sercu.

Jak już tak dużo mam wolnego czasu to zdążyłam skończyć 2 sezon ” Pamiętników wampirów”… Ileż czasu w nocy i w dzień spędziłam nad tym haha. Ktoś ma za dużo czasu i lubi anime to mogę z czystym sercem na wolne wieczory polecić „Tokyo Ghoul”. Kaneki jest boski.

Dobra lecę bo mi się te ciacha sfajczą, niech chłopak myśli że umiem gotować. Haha, kiedyś się zdziwi : D.

 

Miłego dnia, wrzucę jakieś miłe (albo nie miłe) opowiadanko :) Jakieś pomysły? Miło jakby się jeden chociaż pojawił!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gadatliwość samotników

28 gru

Kolejna noc, kolejne koszmary i kolejne godziny myślenia. TwarzoKsiążka – dezaktywowana. Komunikatory – zablokowane. Jedynie blog, telefon jakby komuś się zebrało na telefonowanie i YT, no i w przelotach do książek. Czasem trzeba się odizolować od tego … życia? Tak można chyba świat wirtualny nazwać życiem, bądź namiastką życia, bez znaczenia.
Wiecie co przeraża? Mam prawie 18 lat i moja wyobraźnia coś się chrzani – wina liceum (!). Myślę schematycznie, schematycznie układam plan, pisze opowiadania, mój pamiętnik wygląda jak jedna wielka rozprawka. Pochłonęłam 7 książek w niecałe 4 dni. Zachowanie desperatki walczącej o wyobraźnie.
Przyjaciele – odcięli się. Nie dziwię się im, nie należę do otwarcie uczuciowych ludzi. Dlatego powiedzieli że jestem egoistką. Racja. Tak myślę, że racja. K. stwierdził że nie daję nawet 1/20 tego co on mi, że nie ma mnie jak mnie potrzebuje, a on jest zawsze kiedy łza pojawia się na moim policzku. O. tylko jemu mówiła jak ją złoszczę, jak bardzo irytuje. To co? Zmienić się? To w takim razie już wgl nie będę wiedziała kim jestem.
Przy rodzicach inna, przy siostrze inna, przy chłopaku jeszcze inna, przy przyjaciołach jeszcze bardziej inna, a sama? Jak jestem sama, to jestem nikim i niczym. Czysty pustostan.
Chłopak się na mnie wkurza kiedy pytam ciągle jaka jestem w jego oczach, zbywa mnie już tylko jedną odpowiedzią – „Boże, nie zaczynaj.”. W sumie, to właśnie on powiedział, że mam się nie przyzwyczajać za bardzo, bo w końcu mogę go zostawić, lub zdradzić, lub on coś odwali. Nie wiem co myśleć, najpierw chciał bym była z nim, a ja miałam opory. Jesteśmy razem : raz kocha, raz odpycha. I teraz nie wiem już nic. Miłość jest popierdolona, ale nie umiem bez niej być. Taki typ człowieka. Puste czy nie, jak już zacznie mi zależeć, nagle pojawi się potrzeba przebywania obok niego, tęsknota i pierwsza łza – dzieje się najgorsze, zaczynam kochać. Tyle że jak kocham, to zniosę wszystko by być z tą osobą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
…………………………………………………………………………………………………………..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Upadłe Anioły mają pod górkę. Kochają – nienawidzą, tęsknią – są obojętne, cierpią – krzywdzą, śmieją się – płaczą. Uczucia razy dwa, czarne i białe – szare. Jak skrzydła, jednak bywa że jedne Anioły mają szare, a drugie czarne. Kiedy wygnano mnie z nieba, stały się czarne. Szukałam odpowiedzi, pełzałam po ziemi niewiedząca kim jestem. Pojawił się on i był jak ja, zachowałam resztki serca i oddałam mu go, nie całe, ale oddałam więcej jak połowę. On był tym który to serce zamiast mi oddać, rzucił go pod rozpędzone koła tira. Został z niego pył. Miałam jeszcze malutki kawałeczek i kolejny anioł na mojej drodze z pięknymi białymi skrzydłami, pomógł mi wstać, bałam się. Nie ufałam i nie chciałam się zbliżać, ciągle pamiętałam co stało się za pierwszym razem. Jednak po czasie pokazał, że kocha i że nie skrzywdzi. Oddałam mu to co mi pozostało. Teraz czekam i nie wiem nic… Albo zabije we mnie resztki dobra, albo dopełni do całości. Nie znoszę niepewności, ona niszczy. Budzi lęki, fobie i doprowadza do zazdrości. Inna wykonała gest który tylko do mnie należał, on się nie odsunął. Wiedział że patrzę. Może te białe skrzydła to jeden wielki pic na wodę! Tylko dlaczego są białe? Nie wiem. Pewnie nigdy się nie dowiem. Anioły i demony, to jedno. My jesteśmy demonami i w połowie aniołami – Upadłymi Aniołami. Wyrzucona z nieba za miłość. Na ziemi skazana na cierpienie, bo nadal szukam miłości.
Miłość to cierpienie, wyrzeczenia, a zarazem piękno, dobro. Zazdrość to wątpliwości i zagubienie. Jak małe dzieci szukając misia  by zasnąć spokojnie, bez łez na policzkach i koszmarów w nocy. Tak i my szukam swojej miłości, by umrzeć wiedząc że spędziliśmy to życie z kimś kto dawał spokój i miłość. Tyle że czasami musowo zasnąć na wieki bez miłości i misia. Jeden z najgorszych wariantów to śmierć powolna i bolesna, bez nikogo kto uśmierzył by cierpienie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

F*ck truth.

27 gru

Nie przywiązuj się za bardzo, minie dwa lata można próbować, ale teraz to zbędne. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co dziś się stanie?

15 lis

Co się wydarzyło? Nie wiem… Obudziłam się, wymiętoliłam kota i nic po za tym się nie stało. Kolejna pościel do kosza. Mój kot piekielny co go zamorduje, on wstaje bryzga krwią to po kołdrze to po ścianach. Tak wygląda życie w tej książce. Ni z tego ni z owego, rzucam się na dziewczynę rozrywam ją zębami a małymi żeberkami wydłubuje resztki spomiędzy zębów. Muszę te kły przypiłować, bo zaczynają mi się wcinać w wargę dolną. Diabli by to… Nic mi się nie układa. Budzę się (a raczej zmartwychwstaje!) i szybko ubieram bluzę, naciągam jakieś spodenki, pończochy i glany i … Tak. Makijażu nie robię. Bez sensu moje blade lico, wielkie czarne oczyska z plamkami czerwonymi, popękana skóra. Tak właśnie wygląda poranek porcelanowej ślicznotki. Nie chce mordować, ale muszę – by żyć. Ludzie też sami siebie zabijają, zwłoki są nie dobre. Chociaż zdarzają się wyjątki. Bawiłam się wczoraj z jakimś chłopakiem, on uciekał, ja go gonię. Potem gryzę, rozszarpuje, jem. No i takie nudne życie! A raczej egzystowanie. Nie jestem żywa. Takie pieprzenie mandarynek… Lubiłam mandarynki. Pół wieku temu dobre były, teraz jak je zjem to i tak samo szybko wypluwam z wątrobą.
Maszerowałam ulicą, wesoło tupiąc i oto zapach zabawy! Krwawy mężczyzna. Nie… Korekta chłopak, góra 19 lat. Cichy pomruk wydał się z mojego gardła. Jesteś mój. Chwilę później siedziałam okrakiem na nim. Krew sączyła się z jego wargi… To silniejsze ode mnie. Zlizałam ją, a on patrzył przerażony. Urocze. Delikatnie go ukąsiłam w ramię. Pyszny. Ktoś rzucił się na mnie – przyznaje, byłam zaskoczona.
- Hola hola. Mój deser.
- Szlag by cię. Mogłeś mnie skrzywdzić!
- Chętnie bym cię zabił. – Patrzył na mnie mój własny, cholerny brat niezwykle zadowolony z siebie.
- I vice versa. A teraz spadaj do swojej syrenki, bo ktoś jeszcze przerobi ją na sushi.
- A ty będziesz bawić się z tym… Człowiekiem?
- Tak. Poszedł precz. Nie zmuszaj mnie do agresji.
- Wyluzuj mała bo się jeszcze pokruszysz. Ha – ha. – Jak się pojawił tak i znikł. Mój chłopczyk leżał jak pozostawiłam go. Krew mi spływałam po szyi i ramieniu.
- Chcesz spróbować? – Zwinął się jak krewetka i trząsł. – To cię zmuszę, jeszcze tego nie próbowałam.
Rozwinęłam jego spięte ciało i znów usiadłam okrakiem na nim. Chyba złamałam mu coś jak otwierałam mu usta. Krew kapała do jego ust, chciał chyba ją zwrócić. Nic z tego.
- Dobra? Nie? To połknij! – Wypluł ją, ale z pewnością coś zostało w jego organizmie.
Dokończyłam co zaczęłam trochę spuściłam mu krwi do swoich ust. Jednak chyba żył… Nie długo. Wróciłam tą drogą co przyszłam. Jego krew… Była cudownie aksamitna. Jakbym posmakowała raju.
Wróciłam tam gdzie go zostawiłam. Wiedziałam że coś było nie tak! Leżał na brzuchu, wiercąc się i krzycząc. Z jego pleców wyłoniły się śnieżnobiałe skrzydła. I jak za dotknięciem magicznej różdżki zmieniały swoją barwę od jego pleców. Na czarny. O cholera! Ugryzłam anioła!

Jest upadłym aniołem. Zabije mnie, albo pokocha.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pararam…

12 lis

~Jeśli to ostatni w życiu dzień…~
~Jeśli jutra nie ma być na pewno, każdym łykiem żal mi coraz mniej~`
~Jest mi doskonale wszystko jedno. . . ~
~Słowa milczą, jak najgłośniej. W zimny wieczór, jak na wiosnę.A  Ty, przez ulicę znów, nie ostrożnie (nie ostrożnie…)~
~Biegniesz do mnie tu, do mnie . . . ~

:-x

Ahhh.! What the …. ?! Szlag trafia mnie z tym bezsensem egzystencjalnym.
Może by tu wybrać się na nocny spacer do lasu…
Jest teraz cudownie. Wiecie czemu?
~migracja wilków~

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Halo jesteś ?

25 paź

Jesteś ? Co robisz kiedy nie ma Ciebie obok?
Ja… Ja rozwijam skrzydła i latam. Jestem to tu, to tam. Najczęściej jestem w piekle. Nie jest tam gorąco ,wręcz przeciwnie jest zimno. A mnie okrywa jedynie cienki czarny jedwab. Szeleści za mną i trzepocze. Pięknie tam jest… Dziwne stworki biegają pod spodem, czasem na wysokiej skarpie siedzi najczystsze zło… Najgorsze i najpiękniejsze. Patrzy za mną, a mnie przechodzi zimny ból. Kusi mnie by usiąść obok niego. Dotknąć go, poczuć i poznać. I to chyba dzisiaj, to ten dzień kiedy będę obok niego.
Siedziało tam gdzie zawsze. Patrzyło za mną, delikatnie stanęłam na lodowatym gruncie. Czułam jakby mi skóra nagich stóp przymarzała i odrywała, pozostawiając zamarznięte odciski krwawych stóp. Ono siedziało Nie wzruszone. Teraz mogłam zobaczyć czym ono jest. Czarne futro falowało na martwym powietrzu, lśniło. Usiadłam obok niego. Spojrzało na mnie. Oczy… W nich kryła się straszliwa wojna, a zarazem piękno. To Wilk. Dlaczego przybrało takie ciało? Odwróciło pysk w stronę wielkiej równiny. Moje skrzydła jakby urosły i ukryły nasze sylwetki. Beznamysłu dotknęłam jego. Na moich bladych dłoniach pozostała krew. Moja? Nie wiem… Nie czułam na tym zimnie niczego. Ukryłam skrzydła i położyłam głowę na jego wielkiej łapie. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Ostatnie co widziałam to wielkie Pustkowie stykające się z krwawym niebem.
Nie śniłam. Byłam spokojna. Kiedy otworzyłam oczy, jakby nic nie nie zmieniło. Nadal było przy mnie. Usiadłam, a na moją dłoń spadła kropla krwi. Mojej? Nie wiem… Miałam ciało poranione. Nie czułam bólu. Spokój. W mojej głowie kołatało się  „Córko… Leć!”. Skrzydła z bólem wyrosły z moich nagich pleców. Wyzwolona. Złożyłam zimny pocałunek na łbie bestii. I skończyłam w dół. I spadałam, długo… Aż przyszedł moment wzbić się. Zamknęłam oczy i leciałam… Miajałam góry, lasy i przepaści. Aż.. O to granica.
Niczym ptak przemknęłam nad blokami. I oto nasz balkon. Usiadłam na poręczy i ukryłam swoje prawdziwe oblicze. Naga weszłam do mieszkania. Coś mnie piekło, w lustrze zobaczyłam coś na formę tatuażu. Wielka rana biegnąca przez całą długość pleców, na moich oczach zamieniła się w słowa. Nie rozumiałam ich. Jednak czułam, że wiążą mnie z czystym złem. A Ciebie nadal nie ma…
Gdzie jesteś? Co robisz jak nie ma Cię obok? Nie wiem… Ale tęsknię jak cholera i czuje, że staje się swoistym wilkiem. Twoim wilkiem. Twoim przeciwieństwem. Twoją miłością.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…

22 paź

To taki stan…
Uśmiechasz się, potem płaczesz, potem znowu się uśmiechasz i znowu smutek chowasz po kątach. Wibruje coś w kącie, biegniesz na złamanie karku po telefon, puls odbija się echem w głowie i o to ona! WIADOMOŚĆ. Ahh… Napisał : Kocham Cię 💙.
Tak.. Napisał. Tylko co mam zrobić z tym smutkiem? Wysłać Ci w wiadomości SMS? Gdybyś tylko wiedział…  O moich snach. O moich myślach. O moich wyobrażeniach. Cholera jasna! Nawet jak trzymam ołówek to kreśle Twoje usta, oczy i tą czupryne! Jak uwielbiam w niej chować dłoń! Popadam w skrajność..? Mam tylko nadzieje że nie staje się Twoim cieniem, który jest nie widoczny w nocy, a tylko w dzień obecny… Tak i ja. W dzień realna, w nocy wiadomość. Nie martw się. Jutro będzie nasze. Jutro… Jutro będzie coś, czego nie było dzisiaj. Jednak niestety jak jutro nadejdzie, dzis stanie się wspomnieniem.
Słodkich snów 🐺

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zimny wieczór …

16 paź

Jak się macie ? Dawno mnie nie było, sama nie wiem czemu… Jednak co by nie było dzisiaj mam ochotę coś stworzyć, coś więcej jak nic.

Leżę pod kocem, zimne mam dłonie, uszy i wzrok. Patrzę w sufit szukając cienia jego oczu. Napotykamy tylko pająka, który idzie do swej pajęczyny … „Gdzie jesteś ? Czy mnie odwiedzisz ? ” Coś zamajaczylo i o to stoi przede mną . „Jak? Skąd ? Słyszysz moje błaganie ?” Milczysz i przykładasz palec do swoich ust, mówiąc tym samym ZAMILCZ. Pokornie kiwam głową . Podchodzisz i całujesz tak jakbym umarła , jakbym nigdy więcej Cię nie miała spotkać . Dłońmi sięgasz moich dłoni , ciepło bije od Ciebie. Roztapiasz mój smutek i tęsknotę . AHH! Chwilo trwaj! Lecz nagle odsuwasz się jakbyś widział potwora. Może wyglądam w tym blasku latarni z zza okna niczym zmora? Co się ze mną dzieje? M. czy ja szaleje? Czy coś pełza po mej skórze ? Spójrz ja zaczynam świecić ! Boli…! Plecy, me ramiona! Ratuj proszę ! Coś okno, flakon i obraz z biło. To ja… M. czy ja mam skrzydła ? I przed chwilą byłam zimna, teraz gorąc mnie wypełnia … Co się dzieje,  ukochany? Zbliżasz się i szepczesz mi do ucha: ” Teraz jesteś tak jak ja. Anioł co potężne skrzydła ma, tylko różnica taka… U mnie białe i lśniące , Twoje czarne i z krwią na krańcach . Jesteśmy inni, z dwóch różnych krain . Jednak moja piękna , dzięki temu że my rozni, jesteśmy jednością .” Patrzę i nie wierzę . Słyszę … Co sprawiło taki cud? Jak zmieniłeś moje życie ? Wkradł się Twój obraz do moich tajemniczych kart i teraz nie potrafię inaczej żyć jak bez niego. Skazani , a zarazem wyzwoleni. Przeklęci i święci . Różni jak noc i dzien. Miłość … ? Czy to ona ogrzewa , daje skrzydła i serce otwiera? Oddaje się Tobie. Od dziś jestem Twoją nocą ,a Ty moim dniem. Koniec świata przyjdzie ,kiedy nasze dusze zginą .
Świat – nie ważne , życie – nie istotne , śmierć – jak ją spotkam to pozdrowie … A Ty… Przyjmij prochy mego serca. Pięknego , ale spalonego.
Śpij dobrze mój Aniele , tak bardzo dziś i jutro potrzebuje Ciebie.

Mam omamy, ja majacze . Nie! Ja płacze . Łzy skrywają świat realny. Co jest fikcją a co prawdą ? Nie chce wiedzieć , mi tu dobrze . Skrywam się w Twych ramionach i jesteś tylko Ty i ja i ciche łzy tęsknoty .

Słodkich snów , Wolf .

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nocny las.

17 cze

           Śpiwór? Jest.  Woda? Jest. Żelki? Są. Hm… Przeczucie, że czegoś zapomniałam nie opuszczało mnie. Nóż myśliwski? Jest. Zapałki? No są. Czego mi do cholery brakuje…? No tak, jego. Nie ma go. Nie będzie. Nie wróci. Nie będzie nigdy więcej jego, nas, jego i nas, i znowu jego, nie będzie przy tym części mnie.
Zaufanie? Kiedyś poczułam jego słodki smak. Koiło, mówiło „będzie dobrze”. Gdzie się ono podziało z mojego serca? Mojej duszy? Moje drzewo życia, obdarte z jednej gałązki. Żyło dalej, jednak… Bardziej nagie. Odchodząc złamał gałązkę. Nagle każde „przepraszam… zależy mi… kocham Cię” stało się cieniem. Cichym szumem między gałęziami.
Co jest z człowiekiem nie tak? Po co cierpimy? Bo co? Bo Adam i bo Ewa? Jeśli tak to niech się pieprzą… Raz cierpieć – nauczka. Drugi raz cierpieć – kolejny błąd. Trzeci raz cierpieć – pęka coś w nas. Czwarty raz cierpieć – to coś, pęka na pół. Za dziesiątym razem cierpieć – to coś jest tak starte w pył, że można upiec zakalca, tyle bólu ma w sobie. Za dwudziestym razem cierpieć – … To już lepiej zostać mokrą plamą na chodniku.
Stawiamy mury, zapory i ogradzamy nasze drzewo życia drutem kolczastym, stadem jadowitych węży, bandą seryjnych morderców i niewinnymi roślinami co pożerają ludzi. Ooo.. Takiej roślinki mi trzeba.
Dobra, skoro mam wszystko oprócz niego to mogę iść. Ja i las, ja i noc, ja i … Właśnie co to jest? Strach? Adrenalina? Co by nie było, daje kopa i pokazuje, że wszystko jest proste, pod warunkiem, że uciekniemy od ludzi i cywilizacyjnych pierdół. Wolności! Ohh.. Czuje w całym ciele podniecenie na samą myśl.
- Mamo, będę u Mileny, wrócę jutro. Zostanę u niej na noc. Pa. – Drzwi zamknięte i… Oto ona. Wolność. Jednego mogę pogratulować dorobkowi ludzkiemu: Motocykli! Dziadek mnie tym zaraził. Po jego śmierci sama zostałam z tą pasją. Mama – chciała sprzedać motocykl. Tata – powiedział, że nie da mi pieniędzy na „czarny worek”. Rodzeństwo – patrzyli na mnie jak na kawał mięcha armatniego. Mam to gdzieś. Jadę tam, gdzie nikt mi nie powie co robić. Co mogę, czego nie. Będę żyć. Chociaż przez te 12 godzin.
Noc ciepła, plecak daje o sobie znać swoją wagą, motocykl wprawia moje ciało w wibracje. Jestem bezpieczna, szczęśliwa. Zatrzymałam się w zwyczajowym miejscu. Tylko tu nikt nie zobaczy ani moto, ani mnie, ani ogniska. Może jak będę miała szczęście to i dzisiaj usłyszę nocny las.
Stała koło mnie. Słodka, krucha, o cerze jak łuna księżyca i włosach ja niebo przed gradem. Przyniosłam jej żelki. Uwielbiała je. Chociaż nie mogła ich zjeść, to zostawiałam je dla niej. Mówiła, że przed śmiercią się nimi zajadała, nawet gdy umarła. Taka ironia. Umierasz  z tym co kochasz. Też bym tak chciała. Jednak… Ona nie powinna była umrzeć. Nie tak. Była za mała, za delikatna. Chociaż teraz niezniszczalna. Jedyne czego się bała, to świec i kogoś zwanego Slenderman. Kimkolwiek on jest, to jest straszny. Podobno jest w tym lesie również i czai się na mnie. Zawsze z Mateuszem na niego czekaliśmy. Razem. On tylko znał tajemnice. Tylko on i ja widzieliśmy to, czego nie dostrzegał nikt. Sekret, on nas łączył. Ufaliśmy sobie.
Weronika, mała dziewczyna zabita w tym lesie, towarzyszyła mi całą noc. Za każdym razem jak przyjeżdżałam. Nie wiem po co sama się nadal tu zapuszczam, w końcu jakiś psychol na mnie poluje. Dyrdymały. No i co najlepsze gadam z duchem zabitego dziecka. Pomimo wszystko jak na swoje 9 lat była bardzo dojrzałą osóbką.
Rozłożyłam śpiwór, rozpaliłam ogień i postawiłam wodę przy legowisku. Nóż pod śpiworem. Tak… Wszystko gotowe. Mogę leżeć w samotności, gapić się w niebo, rozmawiać z duchem małej dziewczynki. Porąbane? Nie… To całkiem normalne. Jestem normalna. N-o-r-m-a-l-n-a. Ze złamanym sercem, ale normalna. Bez zaufania, ale normalna. Moja normalność, a ich normalność, to nienormalność. Podoba mi się to. Lubię być inna, choć dla samej siebie normalna.
Tylko zamknęłam oczy, wyczułam czyjąś obecność. To nie była spokojna i łagodna energia Weroniki. Było gorsze, złe, brudne i niebezpieczne. Leżałam nieruchomo, czekając na coś co zdradzi mi tego niezapowiedzianego gościa. Cisza. Tylko wiaterek szeleszczący listkami dębów. Ogień cicho strzelał. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Pusto. Nikogo. Nawet Weroniki. Dziwnie samotna się poczułam. Położyłam się i schowałam z głową, dziękując matce, że jestem taka drobna dzięki jej genom. Zbliżyła się znów ta energia. Czułam ją każdym nerwem i zmysłem. Jednak nadal leżałam nieruchomo. Ahh. Dlaczego tego nożna nie wzięłam do środka śpiwora? Głupia ja. Późno. Ciekawie co to… Zimno przeszyło moje ramie na wylot. Tak niespodziewanie, że pisnęłam. Chłód dotarł do mojego serca… Kuje, kuje, kuje… Bije, bije, bije. STOP. Nie bije, nie bije, nie bije… ZIMNA. Jestem zimna.
Drzewo życia legło w gruzach, korzenie wyszły na wierzch. Liście opadły i zamarzły, po czym roztrzaskały się i zamieniły w lodowaty pył. Na przewróconym konarze usiał kruk. Widział mnie, a ja jego. Co to ? Ptak. Co robi? Patrzy. Na co? Na mnie. Dlaczego? Bo jest powalony i nie wiem skąd się wziął w mojej wyobraźni. Co jest grane? Nie wiem, może spytam to pierzaste ptaszydło. Dobra… To dziwne gadać z ptaszydłem. On się gapi, ja się gapię. Co jest na rzeczy…? Obudzić się, bo śpię. Taak, śpię. Mmm.. Fajny sen, no i w ogóle taki przyjemny. CHCE SIĘ OBUDZIĆ! No co jest? Otworzyć oczy, otworzyć oczy, otworzyć oczy… No dobra, nie działa. Co robić, co robić? Eee. Ptaszydło, gdzie się podziało? Hm… Poszukam go. I tak śpię, to nie mam nic lepszego do roboty. Juhuu! Ptaszydło! Mój umysłowy pieprzony ptaszkuuu…! Dobra. Siedzę w swoim świecie. To może coś fajnego znajdę w nim. Ciekawa chmura wygląda jak dziki lew. Uuu… A te kwiaty jak słońca. Co w zimę kwiaty robią w moim umyśle? Chyba jestem bardziej szurnięta niż zakładałam. No to ptaszydła nie ma. Jest zima. Jestem… Sama? Tak. No to super. Happy i tak dalej, ale może sobie wyobrażę coś. Może podziała… Ooo… Chce kubek gorącego kakao. Iii? Nie działa. Do dupy jednak ten mój sen i umysł. Gałązka… Co to na niej pisze „zaufanie”? Phi! Spłoń gałązko. Mateusz? Mateusz! Stój! Skąd się wziął w moim świecie, nie myślałam o nim. Taki jakim go pamiętam. Wysoki i w glanach. Z włosami zakrywającymi pół twarzy. Jednak… Ta druga część taka jak u Weroniki. Blada, wręcz w lekkim odcieniu błękitu i srebra. Księżycowa. Świruje. Mateusz nie żyje. Nie żyje! Nie może tu być… Nie ma prawa!
Tuż obok mnie stanął facet po trzydziestce. Gapił się tępo na mnie. A na jego ramieniu usiadł ten kruk. Zaczął mówić, jednak był niemy. Jedyne co zrobił to mnie pocałował. Szlag… Pedofila mi tylko brakowało. Obudziłam się. Leżałam w  śpiworze.  Świtało. Wszystko było normalnie.
Nagle wyskoczył wilk i mnie zabił. Znów się obudziłam. Znów w śpiworze. Po chwili przyszedł niedźwiedź. Rozszarpał moje ciało. Ponownie się zbudziłam. Ponownie w śpiworze. Szlag by to… Sytuacja się powtórzyła wielokrotnie. Za dwunastym razem nic mnie nie zabiło. Nikt nie wyskoczył z nożem. Nic mnie nie nie zjadło. Co jest? Śpię? Czy już się obudziłam? Cholera, muszę odłożyć te herbatki ziołowe. Spakowałam się i wróciłam do moto. Usiadłam i nagle motocykl się przewrócił a ja wisiałam na stryczku kilka metrów nad ziemią. Szlag! Znowu się obudziłam jak kilka minut wcześniej. Co się dzieje!? Weronika! Co się dzieje? Slenderman? Nieee. To jakaś kpina! Nie, nie, nie!!! Nie mógł. Nie mógł mi skraść serca, duszy. Nie! Żyje! Bije mi w piersi życie! Wyłonił się zza dziewczynki i jej skręcił kark. I potem zrobił to samo ze mną.
Zabił mnie. I tak… Do dnia dzisiejszego mnie zabija. Nie żaden demon. Nie zwierzęta. Sama się zabijam. Zabija mnie moja psychika. Umieram. Umarłam. Zwariowałam. Jestem więźniem nocnego lasu. Nigdy więcej… Nie będzie już nic. Nie ma mnie. Mojego życia. Jestem jak Mateusz i Weronika. Jestem łuną księżyca. Jestem bladą poświatą. Jestem niczym. Jestem… Półmartwa. Dzięki Ci duszo, dzięki Ci psychiko! To koniec. Tak umierają naiwni. Tak kończą Ci co ufają. Tak kończą naiwni. Nie głupi, ale naiwni.

Słodkich snów, Tetyana.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii